"Bor" Polish bolt-action 7.62x51 sniper rifle and "Tor" 12.7 anti-materiel rifle
The Bor is a new Polish bolt-action 7.62x51mm NATO caliber sniper rifle. The weapon received the code name Alex during development, after the name of the lead designer Aleksander Leżucha, creator of the 12.7 mm Tor anti-materiel rifle. After the development phase, the rifle received the military designation 'Bor'.
http://en.wikipedia.org/wiki/Bor_rifle
http://www.youtube.com/watch?v=R_L20gTJjew
Friday, August 21, 2009
Thursday, August 20, 2009
Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce
Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce




Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce
red Stanisław Michalkiewicz (2009-08-20) Aktualności dnia
zapisz
słuchaj
Polonia Amerykańska znów wyręcza Warszawę
19 lipca br. Departament Stanu USA ogłosił, że ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Warszawie będzie pan Lee Feinstein. Red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków, tzn. z „Gazety Wyborczej” komentując tę wiadomość napisał, że w Senacie, gdzie każdy kandydat na ambasadora musi zostać przesłuchany, „nie będzie żadnych problemów”. Wiadomość o kandydaturze Lee Feinsteina potwierdził też rzecznik Polskiego MSZ, pan Piotr Paszkowski, z czego red. Węglarczyk wyciąga słuszny wniosek, iż kandydatura ta nie wzbudza w Warszawie żadnych zastrzeżeń.
Jeśli miał na myśli MSZ czy inne ośrodki władzy – to ma z całą pewnością rację. Gdzieżby tam MSZ, czy jakikolwiek inny tubylczy ośrodek władzy w Polsce ośmielił się wysunąć jakieś zastrzeżenia, w dodatku wobec takiej kandydatury, jak kandydatura Lee Feinsteina? Jasne, że nie tylko niczego nie wysunie, ale przyjmie ją z tradycyjnym pocałowaniem ręki i – jak to ma w zwyczaju – w podskokach. Natomiast jeśli chodzi o tę część polskiej opinii publicznej, która kieruję się polskim interesem państwowym, kandydatura Lee Feinsteina na ambasadora USA w Polsce wzbudziła najwyższe zaniepokojenie.
Chodzi o to, że pan Lee Feinstein jest wybitnym przedstawicielem amerykańskiego lobby żydowskiego, dla którego wartością najwyższą jest bezpieczeństwo Izraela oraz zaspokojenie finansowych oczekiwań żydowskich organizacji przemysłu holokaustu. W tej sytuacji zamiar powierzenia panu Feinsteinowi misji dyplomatycznej w Polsce stanowi dla tej części polskiej opinii publicznej, która kieruje się polskim interesem państwowym potwierdzenie obaw, iż obecne kierownictwo Departamentu Stanu traktuje Polskę jako skarbonkę żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, które – jak sprecyzował niedawno JE Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Warszawie – oczekują od Polski wypłacenia co najmniej 60 miliardów dolarów. Wprawdzie – jak zauważył Winston Churchill – nikomu nie można zabronić wymawiania słowa „nigdy”, mimo to jednak Polacy, przynajmniej niektórzy, nigdy nie pogodzą się z traktowaniem Polski jako skarbonki żydowskich organizacji przemysłu holokaustu i zwracają uwagę, że takie traktowanie Polski i Polaków może doprowadzić do tego, czego nie udało się osiągnąć nawet Józefowi Stalinowi – to znaczy nie tylko do zaniku przyjaznych uczuć, jakie od dziesiątków lat, mimo jałtańskiej zdrady, Naród Polski żywił wobec Stanów Zjednoczonych, ale również – do wzbudzenia w nim uczucia zimnej nienawiści do USA. Byłoby to wielkie nieszczęście dla Polski, a być może również i dla Stanów Zjednoczonych – chyba, że władze USA z jakichś niepojętych powodów pragną, by cały świat nienawidził ich kraju i czynił wszystko dla jego zguby.
Polacy w Polsce nie mają nic do powiedzenia w sprawie nominacji ambasadorów obcych państw. Na szczęście są jeszcze Polacy poza granicami Polski – Polacy – obywatele amerykańscy. I oto dowiaduję się od moich amerykańskich korespondentów, że Polonia Amerykańska podjęła starania mające na celu zablokowanie misji dyplomatycznej pana Lee Feinsteina w Warszawie. Starania te przybrały postać listów zarówno do Departamentu Stanu i Białego Domu, jak – przede wszystkim – do kongresmanów i senatorów z okręgów, w których sygnatariusze listów mieszkają – protestujących przeciwko planowanej nominacji. Z informacji, jakie do mnie docierają wynika, że akcja protestów dynamicznie się rozwija. Czy przyniesie oczekiwany skutek – tego oczywiście nie wiadomo, bo decyzję w tej sprawie podejmą odpowiednie władze amerykańskie. Ale jeśli akcja protestacyjna nabierze rozmachu i gdyby udało się zgromadzić wokół niej 9 milionów amerykańskich Polaków – tylu, ilu udało się zebrać ś.p. Edwardowi Moskalowi pod petycją w sprawie przyjęcia Polski do NATO, to być może, że i władze USA doszłyby do wniosku, że interesy reprezentowane przez pana Lee Feinsteina nie są dla Stanów Zjednoczonych aż tak ważne, by poświęcać dla nich nie tylko stosunki z Polską, ale również wyborcze perspektywy Partii Demokratycznej. Po drugie – niezależnie od jej rezultatów, akcja ta może przyczynić się do odbudowania polskiego lobby politycznego w Stanach Zjednoczonych. Jak dotąd, każda próba politycznej konsolidacji Polonii Amerykańskiej była torpedowana zarówno przez ubecką agenturę w USA, która po staremu służy obcym interesom, jak i przez geremkowszczyznę, od lat kierującą warszawskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, dla którego lobby żydowskie w USA jest OCZYWIŚCIE ważniejsze, niż Polskie. W tej sytuacji pozostaje tylko życzyć polskim patriotom w Stanach Zjednoczonych powodzenia. Miejmy nadzieję, że dzięki ich staraniom, jesienne przesłuchania w Senacie okażą się dla p. Feinsteina bardziej kłopotliwe, niż sądził pan red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków.
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz urodził się 8 listopada 1947 roku w Lublinie. Szkołę podstawową i Liceum Ogólnokształcące ukończył w Bełżycach. Studia prawnicze na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ukończył w roku 1969 W roku 1972 ukończył podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim.
Od lipca 1972 roku rozpoczyna pracę w redakcji pisma „Zielony Sztandar”, w dziale łączności z czytelnikami. W roku 1977 nawiązuje kontakt z Wojciechem Ziembińskim i Adamem Wojciechowskim – działaczami Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela w Polsce. Przystępuje do Ruchu i jako pierwsze zadanie otrzymuje polecenie wyjazdu do Francji w celu nawiązania kontaktu z red. Jerzym Giedroyciem i przywiezienia do Polski pieniędzy zebranych przez redakcję „Kultury” na potrzeby ROPCiO.
Po wykonaniu tego zadania otrzymuje polecenie zorganizowania pisma dla środowisk wiejskich. Pierwszy numer tego pisma pt. „Gospodarz” ukazuje się w grudniu 1977. Pismo podpisują panowie: Piotr Typiak i Bogumił Studziński, obydwaj już nieżyjący. Od piątego numeru „Gospodarz” drukowany jest techniką typograficzną. Drukarnia początkowo mieści się w mieszkaniu Michalkiewicza, jednak wkrótce, ze względów bezpieczeństwa, zostaje przeniesiona do mieszkania Tadeusza Szozdy, który od początku współpracował przy redagowaniu i drukowaniu pisma.
Pismo to odegrało pewną rolę w protestach chłopskich latem 1978 roku. Efektem tych protestów było powstanie Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej (przewodniczący Janusz Rożek) i Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej (przewodniczący Zdzisław Ostatek). Z tych m.in. Komitetów i przy udziale tworzących je chłopskich działaczy w dwa lata później powstała „Solidarność” RI. Linię polityczną i programową „Gospodarza” stanowiła obrona prywatnej własności ziemi i gospodarki rodzinnej oraz przeciwdziałanie tzw. socjalistycznym przeobrażeniom na wsi, zmierzającym do podporządkowania rolników administracji państwowej.
Oprócz artykułów w „Gospodarzu”, Stanisław Michalkiewicz publikował również w drugoobiegowym piśmie „Opinia” pod pseudonimem Andrzej Stanisławski. W tym okresie Michalkiewicz podejmuje dodatkową pracę tłumacza w warszawskim oddziale Agencji Prasowej „Nowosti” i wszystkie zarobione tam pieniądze przeznacza na finansowanie druku „Gospodarza”.
Po utworzeniu w roku 1980 NSZZ „Solidarność” Stanisław Michalkiewicz nawiązuje współpracę z drugoobiegowym wydawnictwem „Krąg”, kierowanym przez Wojciecha Fałkowskiego. W początkach stanu wojennego Michalkiewicz zostaje usunięty z pracy w „Zielonym Sztandarze” w ramach tzw. weryfikacji. Na przełomie marca i kwietnia 1982 wydaje dla wydawnictwa „Krąg” książkę Andrzeja Alberta (prof. Wojciech Roszkowski) „Najnowsza historia Polski” w nakładzie 1000 egzemplarzy.
Wykorzystując kontakty w środowisku drukarzy, wydaje też „Dokumenty SDP”, dla potrzeb zdelegalizowanego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Drukuje również pierwszy numer pisma „Wezwanie” pod redakcją Tomasza Jastruna.
W maju 1982 roku zostaje internowany w Białołęce, gdzie zaprzyjaźnia się z Januszem Korwin-Mikkem. Po zwolnieniu podejmuje pracę robotnika rolnego w okolicach Grójca, a później – robotnika w firmie „Thomex”. W tym też okresie, wykorzystując kontakty z drukarzami, organizuje druk ulotek dla potrzeb podziemnej „Solidarności”.
Jesienią 1983 roku, wraz z Marianem Miszalskim, rozpoczyna wydawanie podziemnego pisma „Kurs”, co inauguruje powstanie wydawnictwa o tej samej nazwie. „Kurs” jest przedsięwzięciem samofinansującym się. W latach 1983-1989 ukazało się 40 numerów „Kursu” oraz ponad 20 książek, wśród których były m.in: „Rewolucja konserwatywna w Ameryce” Guy Sormana (nakład 5,5 tys. egz.), „Wolny wybór” Miltona Friedmana (2 tys. egz.) „Nowe bogactwo narodów” Guy Sormana (2 tys. egz.), pozycje historyczne („Droga do Ostrej Bramy” Jana Erdmana (2 tys.), „Nie trzeba głośno mówić” Józefa Mackiewicza (4 tys.), a nawet książka dla dzieci („Bohaterski miś” Bronisławy Ostrowskiej – 1 tys.).
Historia wydawnictwa „Kurs”, cz. 1 (Strona Prokapitalistyczna)
Historia wydawnictwa „Kurs”, cz. 2 (Strona Prokapitalistyczna)
Życie codzienne wydawnictwa „Kurs” (Strona Prokapitalistyczna)
Linia polityczna miesięcznika i wydawnictwa „Kurs” sprowadzała się do propagowania konserwatywnego liberalizmu i liberalnych rozwiązań gospodarczych. Wyrazem ówczesnego ideowego credo Michalkiewicza była wydana w roku 1983 przez Officynę Liberałów (Janusz Korwin-Mikke) broszura „Monologi”.
W roku 1987 Michalkiewicz, wraz z innymi sygnatariuszami (m.in. śp. Stefanem Kisielewskim), podpisuje akt założycielski partii politycznej Ruch Polityki Realnej, której prezesem zostaje Janusz Korwin-Mikke. Jest to pierwsza partia polityczna w życiu Stanisława Michalkiewicza. W maju 1988 roku zostaje aresztowany podczas transportu książek „Kursu” i we wrześniu skazany na konfiskatę mienia.
W marcu 1990 roku wchodzi do zespołu redakcyjnego tygodnika „Najwyższy Czas!” i zostaje członkiem władz krajowych Unii Polityki Realnej (pod taką nazwą zarejestrowała się w grudniu 1990 roku partia utworzona w roku 1987). W roku 1992 zostaje redaktorem naczelnym „N.Cz!”. Po krótkiej przerwie na przełomie lat 1992/93 (praca w redakcji gazety „Nowy Świat”), powraca na stanowisko redaktora naczelnego „N.Cz!”, które zajmuje aż do jesieni roku 1997, kiedy zostaje prezesem Unii Polityki Realnej, po rezygnacji z tej funkcji Janusza Korwin-Mikkego. W roku 1999 składa rezygnację z funkcji prezesa UPR, którą Konwentykl UPR ponownie powierza Januszowi Korwin-Mikke.
Stanisław Michalkiewicz kandydował z ramienia UPR do Sejmu w kampaniach parlamentarnych w latach 1991, 1993 i 1997, jednak bez powodzenia. W roku 1992 uzyskał z rąk Marszałka Sejmu nominację na sędziego Trybunału Stanu, którym był aż do rozwiązania Sejmu w roku 1993. W roku 1991 opracował projekt „małej konstytucji”, wydatnie zwiększający uprawnienia prezydenta i próbował, acz bez większego powodzenia, zainteresować nim ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsę.
W roku 1992 opracował projekt konstytucji, przewidujący system prezydencki. Projekt ten nie uzyskał niezbędnego poparcia ówczesnych parlamentarzystów m.in. z powodu postulatu ograniczenia liczebności Sejmu do 120 posłów. Michalkiewicz był także autorem kilku innych projektów ustaw, m.in. projektu ordynacji wyborczej (1992), przewidującej wybory wg zasad większościowych. Projekt ten został jednak głosami posłów centroprawicowych i posłów SLD zdecydowanie odrzucony przez Nadzwyczajną Komisję ds. Ordynacji Wyborczej.
Stanisław Michalkiewicz jest również autorem książek. Oprócz wspomnianej już broszury „Monologi”, ukazały się następujące jego książki: „Ulubiony ustrój Pana Boga”, „Na gorącym uczynku”, „Choroba czerwonych oczu”, „W przededniu końca świata”, „Szczypta herezji”, „Polska ormowcem Europy”, „Na niemieckim pograniczu”, „Targowica urządza się przy Napoleonie”, „Studia nad żydofilią”, „Spod listka figowego” oraz „Dobry 'zły' liberalizm”.
Obecnie pracuje jako publicysta „Najwyższego Czasu!” i „Naszej Polski”, współpracuje z Radiem Maryja. Jest także wykładowcą w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Żonaty, troje dzieci.




Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce
red Stanisław Michalkiewicz (2009-08-20) Aktualności dnia
zapisz
słuchaj
Polonia Amerykańska znów wyręcza Warszawę
19 lipca br. Departament Stanu USA ogłosił, że ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Warszawie będzie pan Lee Feinstein. Red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków, tzn. z „Gazety Wyborczej” komentując tę wiadomość napisał, że w Senacie, gdzie każdy kandydat na ambasadora musi zostać przesłuchany, „nie będzie żadnych problemów”. Wiadomość o kandydaturze Lee Feinsteina potwierdził też rzecznik Polskiego MSZ, pan Piotr Paszkowski, z czego red. Węglarczyk wyciąga słuszny wniosek, iż kandydatura ta nie wzbudza w Warszawie żadnych zastrzeżeń.
Jeśli miał na myśli MSZ czy inne ośrodki władzy – to ma z całą pewnością rację. Gdzieżby tam MSZ, czy jakikolwiek inny tubylczy ośrodek władzy w Polsce ośmielił się wysunąć jakieś zastrzeżenia, w dodatku wobec takiej kandydatury, jak kandydatura Lee Feinsteina? Jasne, że nie tylko niczego nie wysunie, ale przyjmie ją z tradycyjnym pocałowaniem ręki i – jak to ma w zwyczaju – w podskokach. Natomiast jeśli chodzi o tę część polskiej opinii publicznej, która kieruję się polskim interesem państwowym, kandydatura Lee Feinsteina na ambasadora USA w Polsce wzbudziła najwyższe zaniepokojenie.
Chodzi o to, że pan Lee Feinstein jest wybitnym przedstawicielem amerykańskiego lobby żydowskiego, dla którego wartością najwyższą jest bezpieczeństwo Izraela oraz zaspokojenie finansowych oczekiwań żydowskich organizacji przemysłu holokaustu. W tej sytuacji zamiar powierzenia panu Feinsteinowi misji dyplomatycznej w Polsce stanowi dla tej części polskiej opinii publicznej, która kieruje się polskim interesem państwowym potwierdzenie obaw, iż obecne kierownictwo Departamentu Stanu traktuje Polskę jako skarbonkę żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, które – jak sprecyzował niedawno JE Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Warszawie – oczekują od Polski wypłacenia co najmniej 60 miliardów dolarów. Wprawdzie – jak zauważył Winston Churchill – nikomu nie można zabronić wymawiania słowa „nigdy”, mimo to jednak Polacy, przynajmniej niektórzy, nigdy nie pogodzą się z traktowaniem Polski jako skarbonki żydowskich organizacji przemysłu holokaustu i zwracają uwagę, że takie traktowanie Polski i Polaków może doprowadzić do tego, czego nie udało się osiągnąć nawet Józefowi Stalinowi – to znaczy nie tylko do zaniku przyjaznych uczuć, jakie od dziesiątków lat, mimo jałtańskiej zdrady, Naród Polski żywił wobec Stanów Zjednoczonych, ale również – do wzbudzenia w nim uczucia zimnej nienawiści do USA. Byłoby to wielkie nieszczęście dla Polski, a być może również i dla Stanów Zjednoczonych – chyba, że władze USA z jakichś niepojętych powodów pragną, by cały świat nienawidził ich kraju i czynił wszystko dla jego zguby.
Polacy w Polsce nie mają nic do powiedzenia w sprawie nominacji ambasadorów obcych państw. Na szczęście są jeszcze Polacy poza granicami Polski – Polacy – obywatele amerykańscy. I oto dowiaduję się od moich amerykańskich korespondentów, że Polonia Amerykańska podjęła starania mające na celu zablokowanie misji dyplomatycznej pana Lee Feinsteina w Warszawie. Starania te przybrały postać listów zarówno do Departamentu Stanu i Białego Domu, jak – przede wszystkim – do kongresmanów i senatorów z okręgów, w których sygnatariusze listów mieszkają – protestujących przeciwko planowanej nominacji. Z informacji, jakie do mnie docierają wynika, że akcja protestów dynamicznie się rozwija. Czy przyniesie oczekiwany skutek – tego oczywiście nie wiadomo, bo decyzję w tej sprawie podejmą odpowiednie władze amerykańskie. Ale jeśli akcja protestacyjna nabierze rozmachu i gdyby udało się zgromadzić wokół niej 9 milionów amerykańskich Polaków – tylu, ilu udało się zebrać ś.p. Edwardowi Moskalowi pod petycją w sprawie przyjęcia Polski do NATO, to być może, że i władze USA doszłyby do wniosku, że interesy reprezentowane przez pana Lee Feinsteina nie są dla Stanów Zjednoczonych aż tak ważne, by poświęcać dla nich nie tylko stosunki z Polską, ale również wyborcze perspektywy Partii Demokratycznej. Po drugie – niezależnie od jej rezultatów, akcja ta może przyczynić się do odbudowania polskiego lobby politycznego w Stanach Zjednoczonych. Jak dotąd, każda próba politycznej konsolidacji Polonii Amerykańskiej była torpedowana zarówno przez ubecką agenturę w USA, która po staremu służy obcym interesom, jak i przez geremkowszczyznę, od lat kierującą warszawskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, dla którego lobby żydowskie w USA jest OCZYWIŚCIE ważniejsze, niż Polskie. W tej sytuacji pozostaje tylko życzyć polskim patriotom w Stanach Zjednoczonych powodzenia. Miejmy nadzieję, że dzięki ich staraniom, jesienne przesłuchania w Senacie okażą się dla p. Feinsteina bardziej kłopotliwe, niż sądził pan red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków.
Stanisław Michalkiewicz
Stanisław Michalkiewicz urodził się 8 listopada 1947 roku w Lublinie. Szkołę podstawową i Liceum Ogólnokształcące ukończył w Bełżycach. Studia prawnicze na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ukończył w roku 1969 W roku 1972 ukończył podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim.
Od lipca 1972 roku rozpoczyna pracę w redakcji pisma „Zielony Sztandar”, w dziale łączności z czytelnikami. W roku 1977 nawiązuje kontakt z Wojciechem Ziembińskim i Adamem Wojciechowskim – działaczami Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela w Polsce. Przystępuje do Ruchu i jako pierwsze zadanie otrzymuje polecenie wyjazdu do Francji w celu nawiązania kontaktu z red. Jerzym Giedroyciem i przywiezienia do Polski pieniędzy zebranych przez redakcję „Kultury” na potrzeby ROPCiO.
Po wykonaniu tego zadania otrzymuje polecenie zorganizowania pisma dla środowisk wiejskich. Pierwszy numer tego pisma pt. „Gospodarz” ukazuje się w grudniu 1977. Pismo podpisują panowie: Piotr Typiak i Bogumił Studziński, obydwaj już nieżyjący. Od piątego numeru „Gospodarz” drukowany jest techniką typograficzną. Drukarnia początkowo mieści się w mieszkaniu Michalkiewicza, jednak wkrótce, ze względów bezpieczeństwa, zostaje przeniesiona do mieszkania Tadeusza Szozdy, który od początku współpracował przy redagowaniu i drukowaniu pisma.
Pismo to odegrało pewną rolę w protestach chłopskich latem 1978 roku. Efektem tych protestów było powstanie Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej (przewodniczący Janusz Rożek) i Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej (przewodniczący Zdzisław Ostatek). Z tych m.in. Komitetów i przy udziale tworzących je chłopskich działaczy w dwa lata później powstała „Solidarność” RI. Linię polityczną i programową „Gospodarza” stanowiła obrona prywatnej własności ziemi i gospodarki rodzinnej oraz przeciwdziałanie tzw. socjalistycznym przeobrażeniom na wsi, zmierzającym do podporządkowania rolników administracji państwowej.
Oprócz artykułów w „Gospodarzu”, Stanisław Michalkiewicz publikował również w drugoobiegowym piśmie „Opinia” pod pseudonimem Andrzej Stanisławski. W tym okresie Michalkiewicz podejmuje dodatkową pracę tłumacza w warszawskim oddziale Agencji Prasowej „Nowosti” i wszystkie zarobione tam pieniądze przeznacza na finansowanie druku „Gospodarza”.
Po utworzeniu w roku 1980 NSZZ „Solidarność” Stanisław Michalkiewicz nawiązuje współpracę z drugoobiegowym wydawnictwem „Krąg”, kierowanym przez Wojciecha Fałkowskiego. W początkach stanu wojennego Michalkiewicz zostaje usunięty z pracy w „Zielonym Sztandarze” w ramach tzw. weryfikacji. Na przełomie marca i kwietnia 1982 wydaje dla wydawnictwa „Krąg” książkę Andrzeja Alberta (prof. Wojciech Roszkowski) „Najnowsza historia Polski” w nakładzie 1000 egzemplarzy.
Wykorzystując kontakty w środowisku drukarzy, wydaje też „Dokumenty SDP”, dla potrzeb zdelegalizowanego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Drukuje również pierwszy numer pisma „Wezwanie” pod redakcją Tomasza Jastruna.
W maju 1982 roku zostaje internowany w Białołęce, gdzie zaprzyjaźnia się z Januszem Korwin-Mikkem. Po zwolnieniu podejmuje pracę robotnika rolnego w okolicach Grójca, a później – robotnika w firmie „Thomex”. W tym też okresie, wykorzystując kontakty z drukarzami, organizuje druk ulotek dla potrzeb podziemnej „Solidarności”.
Jesienią 1983 roku, wraz z Marianem Miszalskim, rozpoczyna wydawanie podziemnego pisma „Kurs”, co inauguruje powstanie wydawnictwa o tej samej nazwie. „Kurs” jest przedsięwzięciem samofinansującym się. W latach 1983-1989 ukazało się 40 numerów „Kursu” oraz ponad 20 książek, wśród których były m.in: „Rewolucja konserwatywna w Ameryce” Guy Sormana (nakład 5,5 tys. egz.), „Wolny wybór” Miltona Friedmana (2 tys. egz.) „Nowe bogactwo narodów” Guy Sormana (2 tys. egz.), pozycje historyczne („Droga do Ostrej Bramy” Jana Erdmana (2 tys.), „Nie trzeba głośno mówić” Józefa Mackiewicza (4 tys.), a nawet książka dla dzieci („Bohaterski miś” Bronisławy Ostrowskiej – 1 tys.).
Historia wydawnictwa „Kurs”, cz. 1 (Strona Prokapitalistyczna)
Historia wydawnictwa „Kurs”, cz. 2 (Strona Prokapitalistyczna)
Życie codzienne wydawnictwa „Kurs” (Strona Prokapitalistyczna)
Linia polityczna miesięcznika i wydawnictwa „Kurs” sprowadzała się do propagowania konserwatywnego liberalizmu i liberalnych rozwiązań gospodarczych. Wyrazem ówczesnego ideowego credo Michalkiewicza była wydana w roku 1983 przez Officynę Liberałów (Janusz Korwin-Mikke) broszura „Monologi”.
W roku 1987 Michalkiewicz, wraz z innymi sygnatariuszami (m.in. śp. Stefanem Kisielewskim), podpisuje akt założycielski partii politycznej Ruch Polityki Realnej, której prezesem zostaje Janusz Korwin-Mikke. Jest to pierwsza partia polityczna w życiu Stanisława Michalkiewicza. W maju 1988 roku zostaje aresztowany podczas transportu książek „Kursu” i we wrześniu skazany na konfiskatę mienia.
W marcu 1990 roku wchodzi do zespołu redakcyjnego tygodnika „Najwyższy Czas!” i zostaje członkiem władz krajowych Unii Polityki Realnej (pod taką nazwą zarejestrowała się w grudniu 1990 roku partia utworzona w roku 1987). W roku 1992 zostaje redaktorem naczelnym „N.Cz!”. Po krótkiej przerwie na przełomie lat 1992/93 (praca w redakcji gazety „Nowy Świat”), powraca na stanowisko redaktora naczelnego „N.Cz!”, które zajmuje aż do jesieni roku 1997, kiedy zostaje prezesem Unii Polityki Realnej, po rezygnacji z tej funkcji Janusza Korwin-Mikkego. W roku 1999 składa rezygnację z funkcji prezesa UPR, którą Konwentykl UPR ponownie powierza Januszowi Korwin-Mikke.
Stanisław Michalkiewicz kandydował z ramienia UPR do Sejmu w kampaniach parlamentarnych w latach 1991, 1993 i 1997, jednak bez powodzenia. W roku 1992 uzyskał z rąk Marszałka Sejmu nominację na sędziego Trybunału Stanu, którym był aż do rozwiązania Sejmu w roku 1993. W roku 1991 opracował projekt „małej konstytucji”, wydatnie zwiększający uprawnienia prezydenta i próbował, acz bez większego powodzenia, zainteresować nim ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsę.
W roku 1992 opracował projekt konstytucji, przewidujący system prezydencki. Projekt ten nie uzyskał niezbędnego poparcia ówczesnych parlamentarzystów m.in. z powodu postulatu ograniczenia liczebności Sejmu do 120 posłów. Michalkiewicz był także autorem kilku innych projektów ustaw, m.in. projektu ordynacji wyborczej (1992), przewidującej wybory wg zasad większościowych. Projekt ten został jednak głosami posłów centroprawicowych i posłów SLD zdecydowanie odrzucony przez Nadzwyczajną Komisję ds. Ordynacji Wyborczej.
Stanisław Michalkiewicz jest również autorem książek. Oprócz wspomnianej już broszury „Monologi”, ukazały się następujące jego książki: „Ulubiony ustrój Pana Boga”, „Na gorącym uczynku”, „Choroba czerwonych oczu”, „W przededniu końca świata”, „Szczypta herezji”, „Polska ormowcem Europy”, „Na niemieckim pograniczu”, „Targowica urządza się przy Napoleonie”, „Studia nad żydofilią”, „Spod listka figowego” oraz „Dobry 'zły' liberalizm”.
Obecnie pracuje jako publicysta „Najwyższego Czasu!” i „Naszej Polski”, współpracuje z Radiem Maryja. Jest także wykładowcą w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Żonaty, troje dzieci.
Friday, August 7, 2009
Minister Grad I Rzad Tuska przymierza się do sprzedaży KGHM perly w koronie Polskiej gospodarki
Minister Grad I Rzad Tuska przymierza się do sprzedaży KGHM perly w koronie Polskiej gospodarki
Józef Czeczerski, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność przy KGHM Polska Miedź (2009-08-07) Aktualności dnia
Zapisz-suchaj
Związki zawodowe w obronie Polskiej Miedzi - część 1
Kopalnia rudy miedzi
W obronie KGHM
Przedstawiciele związkowców z KGHM podpisali wczoraj w Lubinie petycję do premiera Donalda Tuska o zaniechanie prywatyzacji kombinatu miedziowego. Ich zdaniem, pozbycie się kontroli nad spółką niesie za sobą m.in. zagrożenie likwidacją tysiąca miejsc pracy. Apel ma związek z projektem prywatyzacji autorstwa ministra Skarbu Państwa, w którym jest mowa o sprzedaży akcji miedziowej spółki. Podczas wczorajszego spotkania ze związkowcami swoje poparcie w tej sprawie (składając podpisy) zadeklarowało również pięciu parlamentarzystów z Dolnego Śląska: Piotr Cybulski (PiS), Elżbieta Witek (PiS), Marzena Machałek (PiS), Janusz Mikulicz (PO) oraz poseł Lewicy Ryszard Zbrzyzny. Jedynie obecna na spotkaniu posłanka Ewa Drozd (PO) na razie nie poparła protestu. Tymczasem minister skarbu Aleksander Grad zapowiedział wczoraj, że będzie "twardo" bronił programu prywatyzacji zakładającego m.in. sprzedaż akcji KGHM.
Perła w koronie
Jednym z sygnałów świadczących o przygotowaniach do prywatyzacji największych zakładów z branży energetycznej była uchwała podjęta 29 mają tego roku przez zarząd Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) – polskiego strategicznego operatora systemu przesyłowego.
Dotyczyła ona projektu konsolidacji grupy kapitałowej PGE, który zakłada stworzenie w Elektrowni Bełchatów sześciu koncernów. Trzy mają zająć się wytwarzaniem energii: energetyka konwencjonalna, energetyka atomowa oraz energetyka odnawialna, kolejne trzy zaś hurtowym rynkiem energii, dystrybucją energii i sprzedażą detaliczną. W skład tworzonego konsorcjum mają wejść wszystkie elektrownie, elektrociepłownie i kopalnie będące w PGE, czyli elektrownia i kopalnia z Bełchatowa i Turowa, elektrownia Opole oraz elektrociepłownie z Lublina, Rzeszowa, Dolnej Odry, Bydgoszczy i Gorzowa.
– Rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów, w której są ludzie z nominacji PO, upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu: po pierwsze – poprzez ogłoszenie nowego projektu zwiększyła się potencjalnie wartość zakładu, po drugie – dało to możliwość do wymiany całego zarządu Elektrowni Bełchatów – wyliczają związkowcy.
PGE Elektrownia Bełchatów jest największą polską elektrownią i jednocześnie największą w Europie elektrownią cieplną. Jej wartość oceniania jest na ponad 3 miliardy złotych, ale na ukończeniu są obiekty, które zostaną oddane do użytku na przełomie 2010/2011 i które znacznie podniosą wartość spółki.
Trzęsienie ziemi w zarządzie bełchatowskiej elektrowni nastąpiło drugiego lipca, kiedy to obradująca w Warszawie rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów podjęła decyzję o zdymisjonowaniu dotychczasowego prezesa elektrowni Krzysztofa Domagały. Nieoczekiwanie zastąpił go kojarzony z PO prezes kopalni Jacek Kaczorowski, który nadal jest jednocześnie szefem Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie. Z zarządu elektrowni odwołano także Bolesława Cirkosa i Henryka Koprka, których zastąpili Roman Forma i Tadeusz Witos. W składzie zarządu pozostało dwóch dotychczasowych, delegowanych przez załogę członków – Waldemar Szulc i Wojciech Marszałek.
Nieoczekiwana zmiana zarządu doprowadziła do wrzenia wśród pracowników bełchatowskich zakładów – na terenie elektrowni zebrało się ponad pół tysiąca pracowników, którzy głośno wyrazili swoje niezadowolenie. Ostro zareagowali także związkowcy, którzy zażądali natychmiastowych rozmów.
– Zmiana zarządu wybranego w konkursie jest decyzją czysto polityczną. Nie możemy się temu przyglądać spokojnie – mówi Andrzej Nalepa, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego bełchatowskiej elektrowni.
Już wiadomo, że jeżeli nowe władze nie podejmą rozmów z pracownikami, zostanie ogłoszony strajk.
Grad do dymisji?
– Jeśli do końca sierpnia nie uda się dokończyć z sukcesem sprzedaży stoczni arabskiemu inwestorowi, minister skarbu Aleksander Grad pożegna się ze swoim stanowiskiem – zapowiedział kilka dni temu premier Donald Tusk.
Jednak według naszych rozmówców z PO, to nie sprawa stoczni była pretekstem do takiej wypowiedzi premiera, ale fakt, że dziennikarze poznali plany prywatyzacyjne rządu.
Po awanturze, która rozpętała się w związku z zapowiedziami ministra Grada, przedstawiciele PO w rządzie zaczęli łagodzić stanowisko dotyczące prywatyzacji, a winą za zamieszanie obarczają ministra skarbu.
„Minister Grad zrobił spis firm, które w perspektywie mogą być prywatyzowane. To nie jest rządowy plan prywatyzacji, choć niestety tak to zostało zrozumiane. Grad powinien przekazać listę premierowi, a nie ogłaszać ją w mediach. Nie można sprzedawać KGHM czy koncernu paliwowego Lotos tylko z tego powodu, że budżet potrzebuje pieniędzy. To decyzja rządu o znaczeniu strategicznym. Trzeba mieć pomysł na prywatyzację, wiedzieć, co chcemy osiągnąć, nie tylko w wymiarze finansowym, ale i społecznym – czy KGHM ma być sprzedany na polskiej giełdzie, czy szukamy inwestora strategicznego. Nie można podejmować takiej decyzji ad hoc. Na Dolnym Śląsku zlikwidowano już kopalnie w Wałbrzychu i powstał ogromny problem społeczny” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” szef MSWiA Grzegorz Schetyna.
Wicepremier wywołał spore zamieszanie, otwarcie krytykując swojego kolegę z rządu.
Zaraz po ogłoszeniu planów prywatyzacyjnych, wśród których znalazł się KGHM, wicepremier Schetyna zajął zdecydowane stanowisko: – Prywatyzacja KGHM oczywiście nie wchodzi w grę. To jest nasza obietnica wyborcza i w tej kadencji nie ma na to szans – mówił twardo szef MSWiA.
– To demontaż tego planu ze strony wicepremiera Schetyny – krytykował tę wypowiedź kilka godzin później na antenie TVN24 europoseł PO Janusz Lewandowski, jeden z najbliższych współpracowników Donalda Tuska.
Następnego dnia wicepremier Grzegorz Schetyna zmienił zdanie, stwierdził, iż nie jest przeciwnikiem sprzedaży miedziowego giganta, ale pod warunkiem, że prywatyzacja będzie dobrze przygotowana.
Pod młotek
Najwięcej obaw budzi fakt, że do sprzedaży mają być wystawione firmy, które znalazły się na liście spółek strategicznych. Spis powstał w wyniku ustawy z 3 czerwca 2005 roku o szczególnych uprawnieniach skarbu państwa oraz ich wykonywaniu w spółkach kapitałowych o istotnym znaczeniu dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego. Znajdują się na niej firmy, w których państwo powinno zachować pakiet kontrolny. W odniesieniu do tych przedsiębiorstw minister posiada także szczególne uprawnienia nadzorcze: ma na przykład prawo zgłaszania sprzeciwu wobec niektórych uchwał i czynności prawnych podejmowanych przez ich organy statutowe. W 2008 roku gabinet Tuska przyjął nową listę spółek strategicznych. Po ujawnieniu planów prywatyzacyjnych rządu okazuje się, że wszystkie firmy, które mają być sprzedane, znajdują się na aktualnej liście spółek strategicznych.
Jak ustalił „Dziennik”, rząd chce sprzedać następujące spółki i udziały:
Branża energetyczna:
Enea – dystrybutor energii, 15 proc. udziału w rynku
Tauron – największa w Polsce grupa energetyczna z południa kraju
Polska Grupa Energetyczna – strategiczny operator systemu przesyłowego
Energa – jedna z czterech wielkich grup energetycznych
Zespół Elektrowni Pątnów–Adamów–Konin – drugi co do wielkości w Polsce producent energii elektrycznej, wytwarzanej z węgla brunatnego
Branża chemiczna:
CIECH – lider europejskiego rynku chemicznego, ok. 3,5 mld zł rocznego przychodu czterech największych producentów nawozów w Polsce
Udziały:
Giełda Papierów Wartościowych
Kopalnia LW Bogdanka – 65,5 proc. akcji lidera rynku węgla kamiennego
Lotos SA – ponad połowę akcji posiada Nafta Polska, blisko 7 proc. – skarb państwa
KGHM – 41 proc. akcji ma skarb państwa
Dorota Kania
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak to kiedyś było
Prywatyzacja, która rozpoczęła się po 1989 r., należy do najgorszych przedsięwzięć w całym minionym 20-leciu, a głównymi jej autorami byli przede wszystkim ludzie z PRL-owskich służb specjalnych i ich następcy z UOP, WSW, potem WSI.
W lutym 1989 r. z Narodowego Banku Polskiego wydzielono dziewięć banków komercyjnych: Bank Przemysłowo-Handlowy, Powszechny Bank Kredytowy, Bank Zachodni, Wielkopolski Bank Kredytowy, Bank Gdański, Powszechny Bank Gospodarczy w Łodzi (PBG), Bank Depozytowo-Kredytowy w Lublinie (BDK), Pomorski Bank Kredytowy w Szczecinie (PBKS) i Bank Śląski. Banki te szybko znalazły inwestorów zagranicznych, wprowadzono je na giełdę i sprywatyzowano.
Równie kontrowersyjna była prywatyzacja polmosów, hut i innych zakładów. Najwięcej krytyki zebrał Program Powszechnej Prywatyzacji, czyli NFI, której autorem był Janusz Lewandowski. Prywatnym firmom zarządzającym funduszami oddano kontrolę nad spółkami i przedsiębiorstwami państwowymi, które szybko ograbione zostały z majątku, a zatrudnieni w nich tracili pracę. Po czym sprzedawano je za bezcen lub likwidowano. Nadzór właścicielski nad prywatyzowaną gospodarką był pozorny.
Naciski ministra skarbu na KGHM?
"Nasz Dziennik": Minister skarbu Aleksander Grad domagał się przesunięcia przez zarząd KGHM wypłaty dywidendy za 2007 roku na styczeń 2008 roku - mówi Jerzy Żyżyński, były członek Rady Nadzorczej spółki. Odmowa wykonania tego polecenia była głównym powodem usunięcia ze stanowiska prezesa Krzysztofa Skóry. »
Ministerstwo Skarbu Państwa wywierało nacisk w sprawie dywidendy KGHM Polska Miedź, sugerując, by wypłatę olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Zasilony w ten sposób zostałby budżet rządu premiera Donalda Tuska. Gdy prezes KGHM Krzysztof Skóra odmówił, następnego dnia był wniosek jednego z członków rady nadzorczej, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa
Rząd chciał się podratować dywidendą KGHM
Z prof. Jerzym Żyżyńskim, kierownikiem Zakładu Gospodarki Publicznej na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, byłym członkiem rady nadzorczej KGHM Polska Miedź, rozmawia Małgorzata Goss
Twierdzi Pan, że kierownictwo resortu skarbu działa nieetycznie i niezgodnie z dobrymi praktykami biznesu. Skąd tak surowa ocena?
- Nie wiem, kto w ministerstwie skarbu odpowiada za konkretne decyzje. W swojej ocenie kieruję się wyłącznie tym, co udało mi się zaobserwować na przykładzie KGHM, gdzie, można by powiedzieć, stosowałem tzw. metodę naukową obserwacji uczestniczącej, czy na przykładzie PZU - w tym przypadku możemy kierować się wyłącznie tym, co do nas dociera za pośrednictwem mediów. Działania podjęte przez ministra Aleksandra Grada w kwestii PZU nie zasługują na pozytywną opinię. Zresztą poprzedniego kierownictwa w tej kwestii też nie oceniam wysoko, z tym, że nie wiemy, co by robili dalej, gdyby nie stracili władzy, uzyskali już przecież jakieś ustępstwa ze strony holenderskiej firmy inwestycyjnej, która zgodziła się na wyjście z PZU. A powinna być wyrzucona za złamanie prawa i zapłacić Polsce odszkodowanie. Co zaś do ministra Aleksandra Grada, to gdy mówi, że odejdzie od drenażowej polityki ściągania dywidendy ze spółek skarbowych, to za to stawiam mu dobrą ocenę. Są pewne elementy w zapowiedzianej strategii, których nie można źle opiniować.
Jakie Pan wyniósł doświadczenia z tej "obserwacji", uczestnicząc w pracach Rady Nadzorczej KGHM?
- Przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że jest to szósty na świecie producent miedzi i drugi srebra, wydobywa też złoto, metale rzadkie takie jak ren czy kobalt, a jest też jednym z największych producentów soli kamiennej. Zysk KGHM jest tego rzędu, co PZU, czyli z grubsza miliard euro rocznie. Olbrzymi potencjał, ale i wielki problem. KGHM jest kolejnym przykładem źle przeprowadzonego przekształcenia. Jest to typowa spółka surowcowa. Wydobywa w kopalniach rudy miedzi i przetwarza ją na metale. To gigantyczna praca wymagająca zatrudnienia tysięcy ludzi - KGHM jest największym pracodawcą w regionie. Dzięki firmie powstały i żyją całe miasta. Przekształcając ją z przedsiębiorstwa państwowego, zapomniano, że dla każdej spółki surowcowej okres koniunktury i wysokiej dochodowości jest zawsze ograniczony do czasu, aż te surowce się skończą, co nieuchronnie musi kiedyś nastąpić. Sama dochodowość jest też kwestią swego rodzaju ruletki, jaka ma miejsce na giełdach surowcowych. A przecież, jeśli spółka stała się dla regionu ośrodkiem jego rozwoju i racją bytu dla tysięcy mieszkańców, to po zakończeniu przez nią okresu prosperity nastąpi nieuchronnie regres i katastrofa ekonomiczna dla całego regionu, a tysiące ludzi straci pracę. Tego rodzaju regionalna spółka nie powinna być zatem spółką publiczną, dostępną w obrocie giełdowym, bo po co? Nie powinien w niej siedzieć Skarb Państwa w osobie ministra finansów patrzącego przez pryzmat interesów budżetu państwa, by pozyskiwać dywidendy, lecz powinna być spółką zamkniętą, o własności ograniczonej do takich podmiotów regionalnych, które byłyby w stanie zrealizować jakąś perspektywiczną koncepcję wykorzystania zysków koncernu na przestawienie gospodarki regionu na inne, niezależne od jego aktualnej produkcji, dziedziny gospodarcze. Po to, by zapewnić w przyszłości byt regionowi. Tu chodzi o tysiące ludzi.
Wynika z tego, że w procesie przekształcania tej spółki zabrakło myśli strategicznej?
- Ano właśnie. Trzeba przyznać, że zwolniony niedawno prezes zaczął realizować strategię idącą w tym kierunku, powołując Legnicki Park Technologiczny, który jest - co warto podkreślić - wspólnym przedsięwzięciem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Politechniki Wrocławskiej. To daje jakąś szansę tworzenia bazy na przyszłość.
Dlaczego zatem rada nadzorcza zwolniła prezesa?
- Większość rady doszła do wniosku, że dla dobra firmy nie jest pożądany konflikt między prezesem a głównym akcjonariuszem w osobie ministra skarbu, że dla uspokojenia atmosfery lepiej, by kierowanie spółką przejął któryś z wiceprezesów. Pamiętajmy, że rada nadzorcza działa nie w interesie prezesa czy ministra, lecz w interesie spółki i jej akcjonariuszy - wszystkich akcjonariuszy. W KGHM Skarb Państwa to tylko nieco ponad 40 proc., co jednak daje mu głos decydujący. Jak się pani może domyślać, przyczyna konfliktu tkwiła po stronie ministra czy wiceministra skarbu - bo nie wiemy, kto faktycznie decydował - i wynikała z jego niekompetencji. Obserwowaliśmy bezprzykładny atak na prezesa, włącznie z przesłaniem z ministerstwa do rady paszkwilu na niego, jak się potem okazało, ze sfałszowanym podpisem pewnej osoby. Czyją to metodą było propagowanie fałszywek?
Było to podstawą odwołania szefa jednej z największych firm?
- Zapytaliśmy prezesa, co jego zdaniem jest przyczyną konfliktu z ministrem skarbu. I dowiedzieliśmy się rzeczy doprawdy karygodnej. Nie każdy wie, choć prasa o tym pisała, że wypłata dywidendy przez KGHM za 2006 r. została zablokowana w lipcu 2007 r. przez protest jednego z akcjonariuszy i sąd odblokował ją dopiero w połowie grudnia. I co się oto stało? Jak nam zeznał prezes, minister zadzwonił do niego z sugestią, by wypłatę tych olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Łatwo się domyślić. Wtedy zasilony zostałby budżet rządu premiera Tuska. To by mu zmniejszyło deficyt, podczas gdy wypłata w 2007 r. oznaczała zmniejszenie deficytu rządu premiera Kaczyńskiego. Prezes oczywiście odmówił, bo to byłoby ze szkodą dla firmy, zwiększyłoby jej majątek zaksięgowany w roku 2007, od czego trzeba by zapłacić podatek. Poza tym byłoby to wbrew interesom innych akcjonariuszy. Gdy odmówił, to następnego dnia poszedł wniosek jednego z członków rady, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa. Ten człowiek zrobił to nie z własnej inicjatywy, lecz za namową wiceministra w zamian za dżentelmeńską obietnicę pozostawienia go w radzie nadzorczej. I oczywiście, gdy potem radę odwoływano, człowiek ten został w sposób typowy dla tego rodzaju "dżentelmenów" usunięty.
Przesunięcie wypłaty dywidendy to rzeczywiście poważna sprawa...
- Niektórzy członkowie rady uważali, że prezes popełnił błąd, nie składając doniesienia do prokuratury, bo minister wyszedł poza swoje uprawnienia i usiłował skłonić prezesa do działań szkodliwych nie tylko dla firmy, ale i dla pozostałych akcjonariuszy. Czy to było przestępstwo, czy nie - mam na ten temat niejednoznaczne opinie, ale z pewnością działania te były wysoce nieetyczne.
Rada nadzorcza odwołała jednak prezesa, a potem przyszła kolej na odwołanie członków rady...
- Tu nastąpiła druga odsłona prawdziwego oblicza "dżentelmenów". Oto ogłoszono, że wymienią przedstawicieli Skarbu Państwa w radzie, a że ma być apolitycznie, zatem ogłoszą konkurs. Ja się oczywiście na to nie dałem nabrać, bo teoria zarządzania mówi, że konkursy to albo świadectwo nieudolności i niekompetencji administracji zarządzającej, albo mydlenie oczu społeczeństwu, bo wiadomo, że wybrani w konkursie będą ci, którzy z góry zostali namaszczeni, albo narzędzie swego rodzaju terroru administracji wobec zarządów - robiąc co parę lat konkursy, trzyma się w szachu wybranych w tych konkursach, by administracji nie podskoczyli, bo w następnym konkursie nie przejdą. Ale tu mieliśmy bardzo osobliwe przedstawienie. Ogłoszono, że minister robi konkurs na wymianę maksymalnie czterech członków rady nadzorczej, bo posiadając 40 proc. akcji, ma prawo do wyboru czterech ludzi w dziesięcioosobowej radzie. I oto, gdy odbywało się zwołane w tym celu nadzwyczajne walne zgromadzenie, przedstawiciel skarbu, korzystając z okazji, że na takie z nagła zwołane walne zgromadzenie przybywa tylko mała część akcjonariuszy, ogłosił i przegłosował sobie wymianę sześciu członków rady!
Sześćdziesiąt procent rady, gdy akcji ma tylko czterdzieści procent? Odwołał nawet tych niezależnych?
- Ano właśnie. I to jest druga część mojego stwierdzenia. Jest to sprzeczne z elementarnymi zasadami tak zwanych dobrych praktyk, jest to też sprzeczne z interesem pozostałych akcjonariuszy, bo usunął niezależnych członków rady. Mam nawet opinię, że takie działania powinny być unieważnione przez sąd. Ale to jest też sprzeczne z podstawowymi zasadami dobrego zarządzania. Nie może dobrze funkcjonować przemysł, którego zarządy i rady nadzorcze wymieniane są, gdy tylko wiatr polityki inaczej zawieje. Elementarna wiedza i odpowiedzialność wskazywałyby na to, by stabilizować zarządy, a rady zmieniać, zachowując co najmniej połowę ich członków; myślę nawet, że wymiana co najwyżej jednej trzeciej byłaby bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że rada wspiera zarząd swym kontrolnym działaniem i reprezentuje akcjonariuszy. A po to, by to efektywnie robić, trzeba poznać firmę, nawiązywać kontakty z pracownikami, wgłębić się w jej działanie, poznać różne sprawy zakulisowe itd. Nauczenie się tego wymaga czasu. Wymiana praktycznie całej rady, bo pozostali tylko przedstawiciele załogi, to przejaw nie tylko niekompetencji, ale i nieodpowiedzialności. No, ale to już są tacy ludzie. Czy chodzi tu o dobro polskiej gospodarki?
A kogo Pan wini za te decyzje?
- Decydentów. Trudno tu wymienić jakieś nazwiska. Są różne pogłoski co do rzeczywistych decydentów w ministerstwie skarbu, mówi się nawet, że minister i jego wiceminister to tylko figuranci, a za wszystkim stoją pewne grupy wpływu, nacisku. Co do tych hipotez trudno się wypowiadać, jeśli byłyby prawdziwe, to świadczyłoby to bardzo źle o stanie polskiej polityki i demokracji. Ja im raczej nie daję wiary.
Liczył Pan na to, że pozostanie w radzie jako jej członek niezależny?
- Co do tego to nie miałem złudzeń. Ja oczywiście jako pierwszy byłem kandydatem do "rżnięcia watahy", jak to uroczo i z wielką kulturą powiedział pewien polityk PO, bo przecież jestem konsekwentnym demaskatorem niekompetencji polityków, w tym głównie Platformy Obywatelskiej, bo tam tej niekompetencji jest najwięcej. Ostatnio np. znowu wyciągnęli z szafy podatek liniowy. Nie chcą się uczyć, choć ostrzegałem ich wielokrotnie, że jest to rozwiązanie szkodliwe dla gospodarki. Udowodniono to, są prace naukowe na ten temat, wypowiedziało się w tej sprawie wielu ludzi mądrzejszych i godniejszych ode mnie. A oni swoje! Jakoś tak przychodzi mi do głowy powiedzenie Konfucjusza, że "w zbutwiałym drewnie rzeźbić się nie da".
Józef Czeczerski, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność przy KGHM Polska Miedź (2009-08-07) Aktualności dnia
Zapisz-suchaj
Związki zawodowe w obronie Polskiej Miedzi - część 1
Kopalnia rudy miedzi
W obronie KGHM
Przedstawiciele związkowców z KGHM podpisali wczoraj w Lubinie petycję do premiera Donalda Tuska o zaniechanie prywatyzacji kombinatu miedziowego. Ich zdaniem, pozbycie się kontroli nad spółką niesie za sobą m.in. zagrożenie likwidacją tysiąca miejsc pracy. Apel ma związek z projektem prywatyzacji autorstwa ministra Skarbu Państwa, w którym jest mowa o sprzedaży akcji miedziowej spółki. Podczas wczorajszego spotkania ze związkowcami swoje poparcie w tej sprawie (składając podpisy) zadeklarowało również pięciu parlamentarzystów z Dolnego Śląska: Piotr Cybulski (PiS), Elżbieta Witek (PiS), Marzena Machałek (PiS), Janusz Mikulicz (PO) oraz poseł Lewicy Ryszard Zbrzyzny. Jedynie obecna na spotkaniu posłanka Ewa Drozd (PO) na razie nie poparła protestu. Tymczasem minister skarbu Aleksander Grad zapowiedział wczoraj, że będzie "twardo" bronił programu prywatyzacji zakładającego m.in. sprzedaż akcji KGHM.
Perła w koronie
Jednym z sygnałów świadczących o przygotowaniach do prywatyzacji największych zakładów z branży energetycznej była uchwała podjęta 29 mają tego roku przez zarząd Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) – polskiego strategicznego operatora systemu przesyłowego.
Dotyczyła ona projektu konsolidacji grupy kapitałowej PGE, który zakłada stworzenie w Elektrowni Bełchatów sześciu koncernów. Trzy mają zająć się wytwarzaniem energii: energetyka konwencjonalna, energetyka atomowa oraz energetyka odnawialna, kolejne trzy zaś hurtowym rynkiem energii, dystrybucją energii i sprzedażą detaliczną. W skład tworzonego konsorcjum mają wejść wszystkie elektrownie, elektrociepłownie i kopalnie będące w PGE, czyli elektrownia i kopalnia z Bełchatowa i Turowa, elektrownia Opole oraz elektrociepłownie z Lublina, Rzeszowa, Dolnej Odry, Bydgoszczy i Gorzowa.
– Rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów, w której są ludzie z nominacji PO, upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu: po pierwsze – poprzez ogłoszenie nowego projektu zwiększyła się potencjalnie wartość zakładu, po drugie – dało to możliwość do wymiany całego zarządu Elektrowni Bełchatów – wyliczają związkowcy.
PGE Elektrownia Bełchatów jest największą polską elektrownią i jednocześnie największą w Europie elektrownią cieplną. Jej wartość oceniania jest na ponad 3 miliardy złotych, ale na ukończeniu są obiekty, które zostaną oddane do użytku na przełomie 2010/2011 i które znacznie podniosą wartość spółki.
Trzęsienie ziemi w zarządzie bełchatowskiej elektrowni nastąpiło drugiego lipca, kiedy to obradująca w Warszawie rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów podjęła decyzję o zdymisjonowaniu dotychczasowego prezesa elektrowni Krzysztofa Domagały. Nieoczekiwanie zastąpił go kojarzony z PO prezes kopalni Jacek Kaczorowski, który nadal jest jednocześnie szefem Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie. Z zarządu elektrowni odwołano także Bolesława Cirkosa i Henryka Koprka, których zastąpili Roman Forma i Tadeusz Witos. W składzie zarządu pozostało dwóch dotychczasowych, delegowanych przez załogę członków – Waldemar Szulc i Wojciech Marszałek.
Nieoczekiwana zmiana zarządu doprowadziła do wrzenia wśród pracowników bełchatowskich zakładów – na terenie elektrowni zebrało się ponad pół tysiąca pracowników, którzy głośno wyrazili swoje niezadowolenie. Ostro zareagowali także związkowcy, którzy zażądali natychmiastowych rozmów.
– Zmiana zarządu wybranego w konkursie jest decyzją czysto polityczną. Nie możemy się temu przyglądać spokojnie – mówi Andrzej Nalepa, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego bełchatowskiej elektrowni.
Już wiadomo, że jeżeli nowe władze nie podejmą rozmów z pracownikami, zostanie ogłoszony strajk.
Grad do dymisji?
– Jeśli do końca sierpnia nie uda się dokończyć z sukcesem sprzedaży stoczni arabskiemu inwestorowi, minister skarbu Aleksander Grad pożegna się ze swoim stanowiskiem – zapowiedział kilka dni temu premier Donald Tusk.
Jednak według naszych rozmówców z PO, to nie sprawa stoczni była pretekstem do takiej wypowiedzi premiera, ale fakt, że dziennikarze poznali plany prywatyzacyjne rządu.
Po awanturze, która rozpętała się w związku z zapowiedziami ministra Grada, przedstawiciele PO w rządzie zaczęli łagodzić stanowisko dotyczące prywatyzacji, a winą za zamieszanie obarczają ministra skarbu.
„Minister Grad zrobił spis firm, które w perspektywie mogą być prywatyzowane. To nie jest rządowy plan prywatyzacji, choć niestety tak to zostało zrozumiane. Grad powinien przekazać listę premierowi, a nie ogłaszać ją w mediach. Nie można sprzedawać KGHM czy koncernu paliwowego Lotos tylko z tego powodu, że budżet potrzebuje pieniędzy. To decyzja rządu o znaczeniu strategicznym. Trzeba mieć pomysł na prywatyzację, wiedzieć, co chcemy osiągnąć, nie tylko w wymiarze finansowym, ale i społecznym – czy KGHM ma być sprzedany na polskiej giełdzie, czy szukamy inwestora strategicznego. Nie można podejmować takiej decyzji ad hoc. Na Dolnym Śląsku zlikwidowano już kopalnie w Wałbrzychu i powstał ogromny problem społeczny” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” szef MSWiA Grzegorz Schetyna.
Wicepremier wywołał spore zamieszanie, otwarcie krytykując swojego kolegę z rządu.
Zaraz po ogłoszeniu planów prywatyzacyjnych, wśród których znalazł się KGHM, wicepremier Schetyna zajął zdecydowane stanowisko: – Prywatyzacja KGHM oczywiście nie wchodzi w grę. To jest nasza obietnica wyborcza i w tej kadencji nie ma na to szans – mówił twardo szef MSWiA.
– To demontaż tego planu ze strony wicepremiera Schetyny – krytykował tę wypowiedź kilka godzin później na antenie TVN24 europoseł PO Janusz Lewandowski, jeden z najbliższych współpracowników Donalda Tuska.
Następnego dnia wicepremier Grzegorz Schetyna zmienił zdanie, stwierdził, iż nie jest przeciwnikiem sprzedaży miedziowego giganta, ale pod warunkiem, że prywatyzacja będzie dobrze przygotowana.
Pod młotek
Najwięcej obaw budzi fakt, że do sprzedaży mają być wystawione firmy, które znalazły się na liście spółek strategicznych. Spis powstał w wyniku ustawy z 3 czerwca 2005 roku o szczególnych uprawnieniach skarbu państwa oraz ich wykonywaniu w spółkach kapitałowych o istotnym znaczeniu dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego. Znajdują się na niej firmy, w których państwo powinno zachować pakiet kontrolny. W odniesieniu do tych przedsiębiorstw minister posiada także szczególne uprawnienia nadzorcze: ma na przykład prawo zgłaszania sprzeciwu wobec niektórych uchwał i czynności prawnych podejmowanych przez ich organy statutowe. W 2008 roku gabinet Tuska przyjął nową listę spółek strategicznych. Po ujawnieniu planów prywatyzacyjnych rządu okazuje się, że wszystkie firmy, które mają być sprzedane, znajdują się na aktualnej liście spółek strategicznych.
Jak ustalił „Dziennik”, rząd chce sprzedać następujące spółki i udziały:
Branża energetyczna:
Enea – dystrybutor energii, 15 proc. udziału w rynku
Tauron – największa w Polsce grupa energetyczna z południa kraju
Polska Grupa Energetyczna – strategiczny operator systemu przesyłowego
Energa – jedna z czterech wielkich grup energetycznych
Zespół Elektrowni Pątnów–Adamów–Konin – drugi co do wielkości w Polsce producent energii elektrycznej, wytwarzanej z węgla brunatnego
Branża chemiczna:
CIECH – lider europejskiego rynku chemicznego, ok. 3,5 mld zł rocznego przychodu czterech największych producentów nawozów w Polsce
Udziały:
Giełda Papierów Wartościowych
Kopalnia LW Bogdanka – 65,5 proc. akcji lidera rynku węgla kamiennego
Lotos SA – ponad połowę akcji posiada Nafta Polska, blisko 7 proc. – skarb państwa
KGHM – 41 proc. akcji ma skarb państwa
Dorota Kania
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak to kiedyś było
Prywatyzacja, która rozpoczęła się po 1989 r., należy do najgorszych przedsięwzięć w całym minionym 20-leciu, a głównymi jej autorami byli przede wszystkim ludzie z PRL-owskich służb specjalnych i ich następcy z UOP, WSW, potem WSI.
W lutym 1989 r. z Narodowego Banku Polskiego wydzielono dziewięć banków komercyjnych: Bank Przemysłowo-Handlowy, Powszechny Bank Kredytowy, Bank Zachodni, Wielkopolski Bank Kredytowy, Bank Gdański, Powszechny Bank Gospodarczy w Łodzi (PBG), Bank Depozytowo-Kredytowy w Lublinie (BDK), Pomorski Bank Kredytowy w Szczecinie (PBKS) i Bank Śląski. Banki te szybko znalazły inwestorów zagranicznych, wprowadzono je na giełdę i sprywatyzowano.
Równie kontrowersyjna była prywatyzacja polmosów, hut i innych zakładów. Najwięcej krytyki zebrał Program Powszechnej Prywatyzacji, czyli NFI, której autorem był Janusz Lewandowski. Prywatnym firmom zarządzającym funduszami oddano kontrolę nad spółkami i przedsiębiorstwami państwowymi, które szybko ograbione zostały z majątku, a zatrudnieni w nich tracili pracę. Po czym sprzedawano je za bezcen lub likwidowano. Nadzór właścicielski nad prywatyzowaną gospodarką był pozorny.
Naciski ministra skarbu na KGHM?
"Nasz Dziennik": Minister skarbu Aleksander Grad domagał się przesunięcia przez zarząd KGHM wypłaty dywidendy za 2007 roku na styczeń 2008 roku - mówi Jerzy Żyżyński, były członek Rady Nadzorczej spółki. Odmowa wykonania tego polecenia była głównym powodem usunięcia ze stanowiska prezesa Krzysztofa Skóry. »
Ministerstwo Skarbu Państwa wywierało nacisk w sprawie dywidendy KGHM Polska Miedź, sugerując, by wypłatę olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Zasilony w ten sposób zostałby budżet rządu premiera Donalda Tuska. Gdy prezes KGHM Krzysztof Skóra odmówił, następnego dnia był wniosek jednego z członków rady nadzorczej, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa
Rząd chciał się podratować dywidendą KGHM
Z prof. Jerzym Żyżyńskim, kierownikiem Zakładu Gospodarki Publicznej na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, byłym członkiem rady nadzorczej KGHM Polska Miedź, rozmawia Małgorzata Goss
Twierdzi Pan, że kierownictwo resortu skarbu działa nieetycznie i niezgodnie z dobrymi praktykami biznesu. Skąd tak surowa ocena?
- Nie wiem, kto w ministerstwie skarbu odpowiada za konkretne decyzje. W swojej ocenie kieruję się wyłącznie tym, co udało mi się zaobserwować na przykładzie KGHM, gdzie, można by powiedzieć, stosowałem tzw. metodę naukową obserwacji uczestniczącej, czy na przykładzie PZU - w tym przypadku możemy kierować się wyłącznie tym, co do nas dociera za pośrednictwem mediów. Działania podjęte przez ministra Aleksandra Grada w kwestii PZU nie zasługują na pozytywną opinię. Zresztą poprzedniego kierownictwa w tej kwestii też nie oceniam wysoko, z tym, że nie wiemy, co by robili dalej, gdyby nie stracili władzy, uzyskali już przecież jakieś ustępstwa ze strony holenderskiej firmy inwestycyjnej, która zgodziła się na wyjście z PZU. A powinna być wyrzucona za złamanie prawa i zapłacić Polsce odszkodowanie. Co zaś do ministra Aleksandra Grada, to gdy mówi, że odejdzie od drenażowej polityki ściągania dywidendy ze spółek skarbowych, to za to stawiam mu dobrą ocenę. Są pewne elementy w zapowiedzianej strategii, których nie można źle opiniować.
Jakie Pan wyniósł doświadczenia z tej "obserwacji", uczestnicząc w pracach Rady Nadzorczej KGHM?
- Przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że jest to szósty na świecie producent miedzi i drugi srebra, wydobywa też złoto, metale rzadkie takie jak ren czy kobalt, a jest też jednym z największych producentów soli kamiennej. Zysk KGHM jest tego rzędu, co PZU, czyli z grubsza miliard euro rocznie. Olbrzymi potencjał, ale i wielki problem. KGHM jest kolejnym przykładem źle przeprowadzonego przekształcenia. Jest to typowa spółka surowcowa. Wydobywa w kopalniach rudy miedzi i przetwarza ją na metale. To gigantyczna praca wymagająca zatrudnienia tysięcy ludzi - KGHM jest największym pracodawcą w regionie. Dzięki firmie powstały i żyją całe miasta. Przekształcając ją z przedsiębiorstwa państwowego, zapomniano, że dla każdej spółki surowcowej okres koniunktury i wysokiej dochodowości jest zawsze ograniczony do czasu, aż te surowce się skończą, co nieuchronnie musi kiedyś nastąpić. Sama dochodowość jest też kwestią swego rodzaju ruletki, jaka ma miejsce na giełdach surowcowych. A przecież, jeśli spółka stała się dla regionu ośrodkiem jego rozwoju i racją bytu dla tysięcy mieszkańców, to po zakończeniu przez nią okresu prosperity nastąpi nieuchronnie regres i katastrofa ekonomiczna dla całego regionu, a tysiące ludzi straci pracę. Tego rodzaju regionalna spółka nie powinna być zatem spółką publiczną, dostępną w obrocie giełdowym, bo po co? Nie powinien w niej siedzieć Skarb Państwa w osobie ministra finansów patrzącego przez pryzmat interesów budżetu państwa, by pozyskiwać dywidendy, lecz powinna być spółką zamkniętą, o własności ograniczonej do takich podmiotów regionalnych, które byłyby w stanie zrealizować jakąś perspektywiczną koncepcję wykorzystania zysków koncernu na przestawienie gospodarki regionu na inne, niezależne od jego aktualnej produkcji, dziedziny gospodarcze. Po to, by zapewnić w przyszłości byt regionowi. Tu chodzi o tysiące ludzi.
Wynika z tego, że w procesie przekształcania tej spółki zabrakło myśli strategicznej?
- Ano właśnie. Trzeba przyznać, że zwolniony niedawno prezes zaczął realizować strategię idącą w tym kierunku, powołując Legnicki Park Technologiczny, który jest - co warto podkreślić - wspólnym przedsięwzięciem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Politechniki Wrocławskiej. To daje jakąś szansę tworzenia bazy na przyszłość.
Dlaczego zatem rada nadzorcza zwolniła prezesa?
- Większość rady doszła do wniosku, że dla dobra firmy nie jest pożądany konflikt między prezesem a głównym akcjonariuszem w osobie ministra skarbu, że dla uspokojenia atmosfery lepiej, by kierowanie spółką przejął któryś z wiceprezesów. Pamiętajmy, że rada nadzorcza działa nie w interesie prezesa czy ministra, lecz w interesie spółki i jej akcjonariuszy - wszystkich akcjonariuszy. W KGHM Skarb Państwa to tylko nieco ponad 40 proc., co jednak daje mu głos decydujący. Jak się pani może domyślać, przyczyna konfliktu tkwiła po stronie ministra czy wiceministra skarbu - bo nie wiemy, kto faktycznie decydował - i wynikała z jego niekompetencji. Obserwowaliśmy bezprzykładny atak na prezesa, włącznie z przesłaniem z ministerstwa do rady paszkwilu na niego, jak się potem okazało, ze sfałszowanym podpisem pewnej osoby. Czyją to metodą było propagowanie fałszywek?
Było to podstawą odwołania szefa jednej z największych firm?
- Zapytaliśmy prezesa, co jego zdaniem jest przyczyną konfliktu z ministrem skarbu. I dowiedzieliśmy się rzeczy doprawdy karygodnej. Nie każdy wie, choć prasa o tym pisała, że wypłata dywidendy przez KGHM za 2006 r. została zablokowana w lipcu 2007 r. przez protest jednego z akcjonariuszy i sąd odblokował ją dopiero w połowie grudnia. I co się oto stało? Jak nam zeznał prezes, minister zadzwonił do niego z sugestią, by wypłatę tych olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Łatwo się domyślić. Wtedy zasilony zostałby budżet rządu premiera Tuska. To by mu zmniejszyło deficyt, podczas gdy wypłata w 2007 r. oznaczała zmniejszenie deficytu rządu premiera Kaczyńskiego. Prezes oczywiście odmówił, bo to byłoby ze szkodą dla firmy, zwiększyłoby jej majątek zaksięgowany w roku 2007, od czego trzeba by zapłacić podatek. Poza tym byłoby to wbrew interesom innych akcjonariuszy. Gdy odmówił, to następnego dnia poszedł wniosek jednego z członków rady, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa. Ten człowiek zrobił to nie z własnej inicjatywy, lecz za namową wiceministra w zamian za dżentelmeńską obietnicę pozostawienia go w radzie nadzorczej. I oczywiście, gdy potem radę odwoływano, człowiek ten został w sposób typowy dla tego rodzaju "dżentelmenów" usunięty.
Przesunięcie wypłaty dywidendy to rzeczywiście poważna sprawa...
- Niektórzy członkowie rady uważali, że prezes popełnił błąd, nie składając doniesienia do prokuratury, bo minister wyszedł poza swoje uprawnienia i usiłował skłonić prezesa do działań szkodliwych nie tylko dla firmy, ale i dla pozostałych akcjonariuszy. Czy to było przestępstwo, czy nie - mam na ten temat niejednoznaczne opinie, ale z pewnością działania te były wysoce nieetyczne.
Rada nadzorcza odwołała jednak prezesa, a potem przyszła kolej na odwołanie członków rady...
- Tu nastąpiła druga odsłona prawdziwego oblicza "dżentelmenów". Oto ogłoszono, że wymienią przedstawicieli Skarbu Państwa w radzie, a że ma być apolitycznie, zatem ogłoszą konkurs. Ja się oczywiście na to nie dałem nabrać, bo teoria zarządzania mówi, że konkursy to albo świadectwo nieudolności i niekompetencji administracji zarządzającej, albo mydlenie oczu społeczeństwu, bo wiadomo, że wybrani w konkursie będą ci, którzy z góry zostali namaszczeni, albo narzędzie swego rodzaju terroru administracji wobec zarządów - robiąc co parę lat konkursy, trzyma się w szachu wybranych w tych konkursach, by administracji nie podskoczyli, bo w następnym konkursie nie przejdą. Ale tu mieliśmy bardzo osobliwe przedstawienie. Ogłoszono, że minister robi konkurs na wymianę maksymalnie czterech członków rady nadzorczej, bo posiadając 40 proc. akcji, ma prawo do wyboru czterech ludzi w dziesięcioosobowej radzie. I oto, gdy odbywało się zwołane w tym celu nadzwyczajne walne zgromadzenie, przedstawiciel skarbu, korzystając z okazji, że na takie z nagła zwołane walne zgromadzenie przybywa tylko mała część akcjonariuszy, ogłosił i przegłosował sobie wymianę sześciu członków rady!
Sześćdziesiąt procent rady, gdy akcji ma tylko czterdzieści procent? Odwołał nawet tych niezależnych?
- Ano właśnie. I to jest druga część mojego stwierdzenia. Jest to sprzeczne z elementarnymi zasadami tak zwanych dobrych praktyk, jest to też sprzeczne z interesem pozostałych akcjonariuszy, bo usunął niezależnych członków rady. Mam nawet opinię, że takie działania powinny być unieważnione przez sąd. Ale to jest też sprzeczne z podstawowymi zasadami dobrego zarządzania. Nie może dobrze funkcjonować przemysł, którego zarządy i rady nadzorcze wymieniane są, gdy tylko wiatr polityki inaczej zawieje. Elementarna wiedza i odpowiedzialność wskazywałyby na to, by stabilizować zarządy, a rady zmieniać, zachowując co najmniej połowę ich członków; myślę nawet, że wymiana co najwyżej jednej trzeciej byłaby bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że rada wspiera zarząd swym kontrolnym działaniem i reprezentuje akcjonariuszy. A po to, by to efektywnie robić, trzeba poznać firmę, nawiązywać kontakty z pracownikami, wgłębić się w jej działanie, poznać różne sprawy zakulisowe itd. Nauczenie się tego wymaga czasu. Wymiana praktycznie całej rady, bo pozostali tylko przedstawiciele załogi, to przejaw nie tylko niekompetencji, ale i nieodpowiedzialności. No, ale to już są tacy ludzie. Czy chodzi tu o dobro polskiej gospodarki?
A kogo Pan wini za te decyzje?
- Decydentów. Trudno tu wymienić jakieś nazwiska. Są różne pogłoski co do rzeczywistych decydentów w ministerstwie skarbu, mówi się nawet, że minister i jego wiceminister to tylko figuranci, a za wszystkim stoją pewne grupy wpływu, nacisku. Co do tych hipotez trudno się wypowiadać, jeśli byłyby prawdziwe, to świadczyłoby to bardzo źle o stanie polskiej polityki i demokracji. Ja im raczej nie daję wiary.
Liczył Pan na to, że pozostanie w radzie jako jej członek niezależny?
- Co do tego to nie miałem złudzeń. Ja oczywiście jako pierwszy byłem kandydatem do "rżnięcia watahy", jak to uroczo i z wielką kulturą powiedział pewien polityk PO, bo przecież jestem konsekwentnym demaskatorem niekompetencji polityków, w tym głównie Platformy Obywatelskiej, bo tam tej niekompetencji jest najwięcej. Ostatnio np. znowu wyciągnęli z szafy podatek liniowy. Nie chcą się uczyć, choć ostrzegałem ich wielokrotnie, że jest to rozwiązanie szkodliwe dla gospodarki. Udowodniono to, są prace naukowe na ten temat, wypowiedziało się w tej sprawie wielu ludzi mądrzejszych i godniejszych ode mnie. A oni swoje! Jakoś tak przychodzi mi do głowy powiedzenie Konfucjusza, że "w zbutwiałym drewnie rzeźbić się nie da".
Saturday, August 1, 2009
Poland Marks Anniversary of 1944 Warsaw Uprising
Poland Marks Anniversary of 1944 Warsaw Uprising It was better to die standing than to live on your knees.
The Warsaw Uprising of 1944 — a heroic and tragic 63-day struggle to liberate World War 2 Warsaw from Nazi/German occupation. Undertaken by the Home Army (Armia Krajowa, AK), the Polish resistance group, at the time Allied troops were breaking through the Normandy defenses and the Red Army was standing at the line of the Vistula River.
Warsaw could have been one of the first European capitals liberated; however, various military and political miscalculations, as well as global politics — played among Joseph Stalin, Winston Churchill and Franklin D. Roosevelt (FDR) — turned the dice against it.
This site is dedicated to all those who fought for their freedom in the Warsaw Uprising of 1944 as well as all those who, as civilians, perished in the effort.
Battle of Warsaw
Warsaw uprising (1944), tragic attempt by the Polish Home Army (Armija Krajowa) to overthrow the German occupation as the Red Army closed on Warsaw. By 28 July 1944 citizens of Warsaw could hear the sounds of the battle between the Wehrmacht and the Red Army. The Soviets were concerned about a German counter-attack and ordered their troops onto the defensive on 1 August.
The Home Army was sponsored by the British and the Polish government in exile in London, but the British turned down requests for active assistance from RAF aircraft and the Polish Parachute Brigade because Warsaw was beyond normal aircraft range and lay within the Soviet sphere. The USSR had its own plans and government-in-waiting, Rada Narodowa, and sponsored a different Polish army, the Armija Ludowa, which was unified with the Polish army that had been formed in the USSR. Nonetheless, the charge that the Soviets sat back and waited for the Germans to crush the uprising is baseless; there were four German armored divisions between them and the city and Marshal Rokossovsky, commanding the Soviet First Belorussian Front (army group), needed to regroup before continuing the offensive. The lamentable fact is that the uprising was intended to present the advancing Soviets with a fait accompli and was launched without prior consultation with either London or Moscow. It should also be noted that the Home Army did little to support the equally heroic and doomed uprising of the Jews in the Warsaw Ghetto in April 1943.
On 1 August Home Army underground units opened fire inside Warsaw, beginning two months of bitter fighting. The lull in Soviet operations permitted the Germans to send in overwhelming force, backed up by Einzatzgruppen extermination squads, and even if the Soviets had co-operated with earlier British efforts to airdrop supplies, it would not have made much difference. The Soviets themselves dropped supplies in the second half of September, but much of it fell into German hands. By 24 September the Germans had forced the isolated Polish units into small pockets and escape through the sewers was the only option. Fifteen thousand fighters of the 30, 000-40, 000-strong Home Army were dead, and 120, 000-200, 000 civilians were killed. On 2 October the fighting stopped, the remaining Poles were rounded up for slavery or extermination, and the Germans began razing Warsaw to the ground.
(1/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
2/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(3/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(4/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(5/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
WARSAW RISING The forgotten soldiers of WWII part 1
WARSAW RISING The forgotten soldiers of WWII part 2
Powstanie Warszawskie
Warszawa Przedwojenna / Pre - War Warsaw
The Warsaw Uprising of 1944 — a heroic and tragic 63-day struggle to liberate World War 2 Warsaw from Nazi/German occupation. Undertaken by the Home Army (Armia Krajowa, AK), the Polish resistance group, at the time Allied troops were breaking through the Normandy defenses and the Red Army was standing at the line of the Vistula River.
Warsaw could have been one of the first European capitals liberated; however, various military and political miscalculations, as well as global politics — played among Joseph Stalin, Winston Churchill and Franklin D. Roosevelt (FDR) — turned the dice against it.
This site is dedicated to all those who fought for their freedom in the Warsaw Uprising of 1944 as well as all those who, as civilians, perished in the effort.
Battle of Warsaw
Warsaw uprising (1944), tragic attempt by the Polish Home Army (Armija Krajowa) to overthrow the German occupation as the Red Army closed on Warsaw. By 28 July 1944 citizens of Warsaw could hear the sounds of the battle between the Wehrmacht and the Red Army. The Soviets were concerned about a German counter-attack and ordered their troops onto the defensive on 1 August.
The Home Army was sponsored by the British and the Polish government in exile in London, but the British turned down requests for active assistance from RAF aircraft and the Polish Parachute Brigade because Warsaw was beyond normal aircraft range and lay within the Soviet sphere. The USSR had its own plans and government-in-waiting, Rada Narodowa, and sponsored a different Polish army, the Armija Ludowa, which was unified with the Polish army that had been formed in the USSR. Nonetheless, the charge that the Soviets sat back and waited for the Germans to crush the uprising is baseless; there were four German armored divisions between them and the city and Marshal Rokossovsky, commanding the Soviet First Belorussian Front (army group), needed to regroup before continuing the offensive. The lamentable fact is that the uprising was intended to present the advancing Soviets with a fait accompli and was launched without prior consultation with either London or Moscow. It should also be noted that the Home Army did little to support the equally heroic and doomed uprising of the Jews in the Warsaw Ghetto in April 1943.
On 1 August Home Army underground units opened fire inside Warsaw, beginning two months of bitter fighting. The lull in Soviet operations permitted the Germans to send in overwhelming force, backed up by Einzatzgruppen extermination squads, and even if the Soviets had co-operated with earlier British efforts to airdrop supplies, it would not have made much difference. The Soviets themselves dropped supplies in the second half of September, but much of it fell into German hands. By 24 September the Germans had forced the isolated Polish units into small pockets and escape through the sewers was the only option. Fifteen thousand fighters of the 30, 000-40, 000-strong Home Army were dead, and 120, 000-200, 000 civilians were killed. On 2 October the fighting stopped, the remaining Poles were rounded up for slavery or extermination, and the Germans began razing Warsaw to the ground.
(1/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
2/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(3/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(4/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
(5/5) Timewatch Battle for Warsaw World War II
WARSAW RISING The forgotten soldiers of WWII part 1
WARSAW RISING The forgotten soldiers of WWII part 2
Powstanie Warszawskie
Warszawa Przedwojenna / Pre - War Warsaw
Friday, July 31, 2009
Raport NIK dotyczący Stoczni Gdańskiej
Raport NIK dotyczący Stoczni Gdańskiej
pos. Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańskiej od marca 2006 do marca 2008. (2009-07-31) Aktualności dnia
słuchajzapisz
Reklama Polski w BBC i CNN
Problem Polskich Stoczni od poczatku chcieli zamknac. Dane kontrakty dla Israelczykow to spodowalao upadlosc Polskich Stoczni! sprzedawali statki ponizej ceny w momencie dobrego rynky 4-5 lat temu. Na kontraktach stracilismy tak samo jak na kontraktach dla Rosji przez 60 lat
Wodowanie w szczecińskiej stoczni
Wizyta Neelie Kroes w stoczniach w Szczecinie, Gdyni i Gdańsku (2009-07-11)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski, były prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=17381
Formalne zatrzymanie produkcji statków w stoczniach w Szczecinie i w Gdyni (2009-05-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14947
Debata stoczniowa (2009-05-14)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Marek Gróbarczyk - były minister gospodarki morskiej, Andrzej Jaworski - prezes fundacji Stocznia Gdańska
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14877
Rząd zataił dokumenty przed Polakami (2009-04-21)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: były prezes Stoczni Gdańskiej Andrzej Jaworski, prezes stowarzyszenia Stocznia Gdańska
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14550
Zwolnienia w stoczniach (2009-01-26)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Kpt. ż. w. Zbigniew Sulatycki
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10672
Co dalej ze stoczniami? (2008-11-07)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9746
Co dalej z polskimi stoczniami? (2008-10-03)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9415
Walka o przetrwanie polskiego przemysłu stoczniowego (2008-09-19)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes fundacji Stocznia Gdańska, Roman Gałęzewski - przewodniczący Solidarności Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9248
Jaka przyszłość przemysłu stoczniowego w Polsce? (2008-08-22)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Ryszard Kwidzyński oraz Grzegorz Huszcz - b. wiceprezesi Stoczni Szczecińskiej, Lech Wydrzyński i Jerzy Corda - akcjonariusze Stoczni Szczecińskiej, Andrzej Jaworski - b. prezes Stoczni Gdańskiej, Prezes Fundacji Stocznia Gdańska, Brunon Baranowski - czło
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8926
Sytuacja w stoczniach (2008-07-09)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prez. Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8524
Enigmatyczny program zatopienia Stoczni Gdańskiej i sprzedaży Polskiej Żeglugi Morskiej cz.II (2008-06-26)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Andrzej Jaworski - b.prezes Stoczni Gdańskiej, prezes Fundacji Stocznia Gdańska; Brunon Baranowski - przew. Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność; Mieczysław Folta - kpt. Żeglugi Wielkiej, przew. Rady Pracowniczej PŻM; Paweł Kowalski - przew. Komisji
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8423
Enigmatyczny program zatopienia Stoczni Gdańskiej i sprzedaży Polskiej Żeglugi Morskiej (2008-06-26)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Andrzej Jaworski - b.prezes Stoczni Gdańskiej, prezes Fundacji Stocznia Gdańska; Brunon Baranowski - przew. Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność; Mieczysław Folta - kpt. Żeglugi Wielkiej, przew. Rady Pracowniczej PŻM; Paweł Kowalski - przew. Komisji
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8422
Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6047
Problem w polskich stoczniach (2007-01-25)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4129
O co walczy Stocznia Gdynia? (2006-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3582
Stocznia Gdańska wytoczyła proces "Gazecie Wyborczej" (2006-10-19)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3170
Stocznia Gdańska została oddzielona od Gdyńskiej (2006-08-22)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2699
Co dalej z kolebką Solidarności? Obecna sytuacja w Stoczniach: Gdańskiej i Gdyńskiej. (2006-06-21)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2306
pos. Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańskiej od marca 2006 do marca 2008. (2009-07-31) Aktualności dnia
słuchajzapisz
Reklama Polski w BBC i CNN
Problem Polskich Stoczni od poczatku chcieli zamknac. Dane kontrakty dla Israelczykow to spodowalao upadlosc Polskich Stoczni! sprzedawali statki ponizej ceny w momencie dobrego rynky 4-5 lat temu. Na kontraktach stracilismy tak samo jak na kontraktach dla Rosji przez 60 lat
Wodowanie w szczecińskiej stoczni
Wizyta Neelie Kroes w stoczniach w Szczecinie, Gdyni i Gdańsku (2009-07-11)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski, były prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=17381
Formalne zatrzymanie produkcji statków w stoczniach w Szczecinie i w Gdyni (2009-05-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14947
Debata stoczniowa (2009-05-14)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Marek Gróbarczyk - były minister gospodarki morskiej, Andrzej Jaworski - prezes fundacji Stocznia Gdańska
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14877
Rząd zataił dokumenty przed Polakami (2009-04-21)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: były prezes Stoczni Gdańskiej Andrzej Jaworski, prezes stowarzyszenia Stocznia Gdańska
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14550
Zwolnienia w stoczniach (2009-01-26)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Kpt. ż. w. Zbigniew Sulatycki
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=10672
Co dalej ze stoczniami? (2008-11-07)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9746
Co dalej z polskimi stoczniami? (2008-10-03)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9415
Walka o przetrwanie polskiego przemysłu stoczniowego (2008-09-19)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes fundacji Stocznia Gdańska, Roman Gałęzewski - przewodniczący Solidarności Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9248
Jaka przyszłość przemysłu stoczniowego w Polsce? (2008-08-22)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Ryszard Kwidzyński oraz Grzegorz Huszcz - b. wiceprezesi Stoczni Szczecińskiej, Lech Wydrzyński i Jerzy Corda - akcjonariusze Stoczni Szczecińskiej, Andrzej Jaworski - b. prezes Stoczni Gdańskiej, Prezes Fundacji Stocznia Gdańska, Brunon Baranowski - czło
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8926
Sytuacja w stoczniach (2008-07-09)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: prez. Andrzej Jaworski
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8524
Enigmatyczny program zatopienia Stoczni Gdańskiej i sprzedaży Polskiej Żeglugi Morskiej cz.II (2008-06-26)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Andrzej Jaworski - b.prezes Stoczni Gdańskiej, prezes Fundacji Stocznia Gdańska; Brunon Baranowski - przew. Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność; Mieczysław Folta - kpt. Żeglugi Wielkiej, przew. Rady Pracowniczej PŻM; Paweł Kowalski - przew. Komisji
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8423
Enigmatyczny program zatopienia Stoczni Gdańskiej i sprzedaży Polskiej Żeglugi Morskiej (2008-06-26)
Rodzaj audycji: [Rozmowy niedokończone]
Autor: Andrzej Jaworski - b.prezes Stoczni Gdańskiej, prezes Fundacji Stocznia Gdańska; Brunon Baranowski - przew. Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność; Mieczysław Folta - kpt. Żeglugi Wielkiej, przew. Rady Pracowniczej PŻM; Paweł Kowalski - przew. Komisji
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8422
Donald Tusk przekazuje nieprawdziwe informacje o polskich stoczniach (2007-10-09)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6047
Problem w polskich stoczniach (2007-01-25)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4129
O co walczy Stocznia Gdynia? (2006-12-02)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3582
Stocznia Gdańska wytoczyła proces "Gazecie Wyborczej" (2006-10-19)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - Prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=3170
Stocznia Gdańska została oddzielona od Gdyńskiej (2006-08-22)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Paweł Brzezicki - prezes Agencji Rozwoju Przemysłu
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2699
Co dalej z kolebką Solidarności? Obecna sytuacja w Stoczniach: Gdańskiej i Gdyńskiej. (2006-06-21)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: Andrzej Jaworski - prezes Stoczni Gdańskiej
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=2306
Tuesday, July 28, 2009
film o Polakach, którzy ratowali podczas Wojny Żydów. Zdjęcia: Wojciech Ostrowski Muzyka: Janusz Hajdun Montaż: Grzegorz Piotrowski Scenariusz i reżys
film o Polakach, którzy ratowali podczas Wojny Żydów. Zdjęcia: Wojciech Ostrowski Muzyka: Janusz Hajdun Montaż: Grzegorz Piotrowski Scenariusz i reżyseria: Jerzy Afanasjew
Waldemar Dworakowski
Thu, 22 Mar 2001 15:35:56 -0800
*** From [EMAIL PROTECTED] (Waldemar Dworakowski)
Prawdopodobnie czesc z Panstwa juz ten tekst widziala - na
wszelki wypadek wysylam...
Open letter to Mr. Sheldon Silver, Speaker of the New York State
Assambly(Polish version below/ Polska wersja ponizej)
Sir,
It is with deep regret that we hear of the actions, that are
undertaken, to try to missinform the public opinion about the
issue of any debt that Poland as a nation is due to the Jewish
population. Whoever looks carefully will see that there is an
international effort by the Jewish community directed against
Poland and against the Polish nation. We can give you numerous
examples of that from USA, Australia, Belgium, South America,
Great Britain, and so on and so on.
Sir, looking back into the history, how many lives of the Polish
people were lost because of the collaboration of Jews either
with the German or Russian occupant. If one starts making
counts, who knows who was more immoral - the Germans, Russians
or maybe the Jews who were collaborating with the occupant. How
many Poles were sent to Siberia just because they were denounced
by some Jews - they count in thousands. Up to this very day the
issue of concentration camps organises by Morel brothers in
Poland is not resolved and the State of Israel refuses to pass
these criminals to Poland.
We, the Polish community, are shocked by this outrageous
anti-polish actions that are massively being taken by the Jewish
community trying to missinform the international opinion about
the historical facts and trying to pass the responsibility onto
the Polish nation. It seems as if "old" Jewish-American
community (from before the II World War) is trying to wash away
its own blame for the holocaust. When in 1942-3 Polish and
Jewish courriers were sent to the US informing of the horrors
being fabricated in the concentration camps - nobody believed
them, the Jewish-Americans including. How can one blame Polish
nation and try to make them responsible for things they have not
performed.
We therefore, oppose any action that is being undertaken and
which has a clear anti-polish background. We urge you to stop
these actions which falsify the historical facts and historical
responsibilities.
At the same time we strongly appeal to the Polish authorities to
intervene in this outrageous matter and put a stop to these kind
of non-senses.
P.S. Note of explanation to the readers. On March 22, 2001 in
New Your there is a scheduled hearing on the Polish Property
Restitution organised by the Jewish community.
Official note from the Jewish organisers on the hearings:
"Sheldon Silver is the Speaker of the New York State Assembly.
The hearings are meant to educate him and other members of the
Assembly about the wrongs committed against Jewish Poles after
WWII, the refusal of the Polish Government to face up to its
responsibilities, and the impact of that refusal on New Yorkers
and others. Our goal is to impress upon the Legislators the
importance of these issues so that the State of New York will
help convince the Polish Government to adequately compensate
Holocaust survivors and their heirs for the theft of
Jewish-owned property after WWII. Your attendance is crucial." -
I leave it without comments. May the reader draw his/her own
conclusions.
In this particular matter all correspondance should be addressed
to:
[EMAIL PROTECTED]
Christopher Skotnicki
Polish-Belgian Assoc. Brussels
Wesja Polska
List otwarty do Pana Sharon Silver, predstawiciel Zgromadzenia
Narodowego w Nowym Jorku
Szanowny Panie,
Z wielkim ubolewaniem dowiadujemy sie o przedsiewzietych
akcjach, ktore maja na celu wprowadzac w blad opinie publiczna
na temat jakichkolwiek dlugow narodu Polskiego wzgledem Zydow.
Ktokolwiek sie uwaznie przyglada co sie dzieje na swiecie
zauwazy, ze nasila sie miedzynarodowy wysilek Zydow skierowany
przeciw Polsce i narodowi Polskiemu. Mozemy podawac niezliczone
przyklady z USA, Australii, Belgii, Poludniwej Ameryki, Wielkiej
Brytanii itd itd.
Szanowny Panie, patrzac w przeszlosc, ilu Polakow stracilo zycie
z powodu wspolpracy Zydow z niemieckim czy sowieckim okupantem?
Jesli zaczniemy liczyc to nie wiadomo kto okaze sie bardziej
niemoralny - Niemcy, Sowieci czy moze Zydzi, ktorzy
wspolpracowali z okupantem. Ilu Polakow zostalo zeslanych na
Sybir dlatego tylko, ze zostali wydani przez Zydow - tych ludzi
liczyc trzeba w tysiacach. Do dzisiaj nie jest rozwiazana sprawa
obozow koncentracyjnych zorganizowanych przez braci Morel na
terenie Polski, a rzad Izraela odmawia przekazania winnych w
rece Polskich wladz.
My, Polacy, jestesmy wzburzeni skandalicznymi anty-polskimi
akcjami organizowanymi masowo przez wspolnoty Zydowskie, a ktore
maja na celu wprowadzanie w blad miedzynarodowa opinie publiczna
odnosnie faktow historycznych i prob zrzucenia odpowiedzialnosci
na narod polski. Wydaje sie ze "stara" wspolnota Zydow
amerykanskich (sprzed II wojny swiatowej) probuje zmyc wlasna
odpowiedzialnosc za holocaust. Kiedy w 1942-43 polscy i zydowscy
kurierzy byli wysylani do USA z informacjami horrorow dziejacych
sie w obozach koncentracujnych - nikt im nie wierzyl, Zydzi
amerykanscy rowniez. Jak mozna teraz probowac obwiniac narod
Polski za rzeczy, ktorych nie uczynili.
Z tego tez wzgledu, ostro sprzeciwiamy sie jakimkolwiek akcjom
majacym charakter anty-polski. Przynaglamy aby wszelkie akcje
falszujace historyczne fakty i odpowiedzialnosci zostaly
zaprzestane.
Jednoczesnie zwracamy sie z usilnym apelem do wladz polskich o
interwencje w tak skandalicznych sprawach i zastopowanie tego
rodzaju nonsensy.
P.S. Wyjasnienie dla czytelnikow. 22 marca 2001 jest
zorganizowane przez wspolnote Zydowska masowe przesluchanie w
sprawie zwrotu mienia polskiego.Oficjalne wyjasnienie
przesluchania podane przez organizatorow Zydow brzmi
nastepujaco:
"Sheldon Silver jest przedstawicielem Zgromadzenia Narodowego w
Nowym Jorku. Przesluchanie ma na celu pouczenia jego i innych
czlonkow Zgromadzenia Narodowego o krzywdach wyrzadzonych Zydom
Polskim po II wojnie, o odmowach Polskich (USA) aby one
wplynely na wladze polskie i odpowiednio wynagrodzily skradzione
mienie Zydom lub ich potomkom. Wasza obecnosc jest istotna" -
zostawiam to bez komentaza. Niech czytelnik wyciagnie wlasne
wnioski.
W tej konkretnej sprawie mozna pisac protesty pod nastepujacy
adres:
[EMAIL PROTECTED]
Christopher Skotnicki
Stowarzyszenie Polsko-Belgijske, Bruksela
Waldemar Dworakowski
Thu, 22 Mar 2001 15:35:56 -0800
*** From [EMAIL PROTECTED] (Waldemar Dworakowski)
Prawdopodobnie czesc z Panstwa juz ten tekst widziala - na
wszelki wypadek wysylam...
Open letter to Mr. Sheldon Silver, Speaker of the New York State
Assambly(Polish version below/ Polska wersja ponizej)
Sir,
It is with deep regret that we hear of the actions, that are
undertaken, to try to missinform the public opinion about the
issue of any debt that Poland as a nation is due to the Jewish
population. Whoever looks carefully will see that there is an
international effort by the Jewish community directed against
Poland and against the Polish nation. We can give you numerous
examples of that from USA, Australia, Belgium, South America,
Great Britain, and so on and so on.
Sir, looking back into the history, how many lives of the Polish
people were lost because of the collaboration of Jews either
with the German or Russian occupant. If one starts making
counts, who knows who was more immoral - the Germans, Russians
or maybe the Jews who were collaborating with the occupant. How
many Poles were sent to Siberia just because they were denounced
by some Jews - they count in thousands. Up to this very day the
issue of concentration camps organises by Morel brothers in
Poland is not resolved and the State of Israel refuses to pass
these criminals to Poland.
We, the Polish community, are shocked by this outrageous
anti-polish actions that are massively being taken by the Jewish
community trying to missinform the international opinion about
the historical facts and trying to pass the responsibility onto
the Polish nation. It seems as if "old" Jewish-American
community (from before the II World War) is trying to wash away
its own blame for the holocaust. When in 1942-3 Polish and
Jewish courriers were sent to the US informing of the horrors
being fabricated in the concentration camps - nobody believed
them, the Jewish-Americans including. How can one blame Polish
nation and try to make them responsible for things they have not
performed.
We therefore, oppose any action that is being undertaken and
which has a clear anti-polish background. We urge you to stop
these actions which falsify the historical facts and historical
responsibilities.
At the same time we strongly appeal to the Polish authorities to
intervene in this outrageous matter and put a stop to these kind
of non-senses.
P.S. Note of explanation to the readers. On March 22, 2001 in
New Your there is a scheduled hearing on the Polish Property
Restitution organised by the Jewish community.
Official note from the Jewish organisers on the hearings:
"Sheldon Silver is the Speaker of the New York State Assembly.
The hearings are meant to educate him and other members of the
Assembly about the wrongs committed against Jewish Poles after
WWII, the refusal of the Polish Government to face up to its
responsibilities, and the impact of that refusal on New Yorkers
and others. Our goal is to impress upon the Legislators the
importance of these issues so that the State of New York will
help convince the Polish Government to adequately compensate
Holocaust survivors and their heirs for the theft of
Jewish-owned property after WWII. Your attendance is crucial." -
I leave it without comments. May the reader draw his/her own
conclusions.
In this particular matter all correspondance should be addressed
to:
[EMAIL PROTECTED]
Christopher Skotnicki
Polish-Belgian Assoc. Brussels
Wesja Polska
List otwarty do Pana Sharon Silver, predstawiciel Zgromadzenia
Narodowego w Nowym Jorku
Szanowny Panie,
Z wielkim ubolewaniem dowiadujemy sie o przedsiewzietych
akcjach, ktore maja na celu wprowadzac w blad opinie publiczna
na temat jakichkolwiek dlugow narodu Polskiego wzgledem Zydow.
Ktokolwiek sie uwaznie przyglada co sie dzieje na swiecie
zauwazy, ze nasila sie miedzynarodowy wysilek Zydow skierowany
przeciw Polsce i narodowi Polskiemu. Mozemy podawac niezliczone
przyklady z USA, Australii, Belgii, Poludniwej Ameryki, Wielkiej
Brytanii itd itd.
Szanowny Panie, patrzac w przeszlosc, ilu Polakow stracilo zycie
z powodu wspolpracy Zydow z niemieckim czy sowieckim okupantem?
Jesli zaczniemy liczyc to nie wiadomo kto okaze sie bardziej
niemoralny - Niemcy, Sowieci czy moze Zydzi, ktorzy
wspolpracowali z okupantem. Ilu Polakow zostalo zeslanych na
Sybir dlatego tylko, ze zostali wydani przez Zydow - tych ludzi
liczyc trzeba w tysiacach. Do dzisiaj nie jest rozwiazana sprawa
obozow koncentracyjnych zorganizowanych przez braci Morel na
terenie Polski, a rzad Izraela odmawia przekazania winnych w
rece Polskich wladz.
My, Polacy, jestesmy wzburzeni skandalicznymi anty-polskimi
akcjami organizowanymi masowo przez wspolnoty Zydowskie, a ktore
maja na celu wprowadzanie w blad miedzynarodowa opinie publiczna
odnosnie faktow historycznych i prob zrzucenia odpowiedzialnosci
na narod polski. Wydaje sie ze "stara" wspolnota Zydow
amerykanskich (sprzed II wojny swiatowej) probuje zmyc wlasna
odpowiedzialnosc za holocaust. Kiedy w 1942-43 polscy i zydowscy
kurierzy byli wysylani do USA z informacjami horrorow dziejacych
sie w obozach koncentracujnych - nikt im nie wierzyl, Zydzi
amerykanscy rowniez. Jak mozna teraz probowac obwiniac narod
Polski za rzeczy, ktorych nie uczynili.
Z tego tez wzgledu, ostro sprzeciwiamy sie jakimkolwiek akcjom
majacym charakter anty-polski. Przynaglamy aby wszelkie akcje
falszujace historyczne fakty i odpowiedzialnosci zostaly
zaprzestane.
Jednoczesnie zwracamy sie z usilnym apelem do wladz polskich o
interwencje w tak skandalicznych sprawach i zastopowanie tego
rodzaju nonsensy.
P.S. Wyjasnienie dla czytelnikow. 22 marca 2001 jest
zorganizowane przez wspolnote Zydowska masowe przesluchanie w
sprawie zwrotu mienia polskiego.Oficjalne wyjasnienie
przesluchania podane przez organizatorow Zydow brzmi
nastepujaco:
"Sheldon Silver jest przedstawicielem Zgromadzenia Narodowego w
Nowym Jorku. Przesluchanie ma na celu pouczenia jego i innych
czlonkow Zgromadzenia Narodowego o krzywdach wyrzadzonych Zydom
Polskim po II wojnie, o odmowach Polskich (USA) aby one
wplynely na wladze polskie i odpowiednio wynagrodzily skradzione
mienie Zydom lub ich potomkom. Wasza obecnosc jest istotna" -
zostawiam to bez komentaza. Niech czytelnik wyciagnie wlasne
wnioski.
W tej konkretnej sprawie mozna pisac protesty pod nastepujacy
adres:
[EMAIL PROTECTED]
Christopher Skotnicki
Stowarzyszenie Polsko-Belgijske, Bruksela
Saturday, July 25, 2009
Did International Money lenders destroyed Argentina 2001 and Latvia 2009?
Did International Money lenders destroyed Argentina 2001 and Latvia 2009?
Is Latvia making the Argentinean mistake? Are there any similarities?
By Lech Alex Bajan Washington DC
Workers Self-Management in Argentina
The Shock Doctrine: The Rise of Disaster Capitalism
7/5/09 Gerald Celente on Fox News: Obamageddon is coming
Cold winds are blowing through Latvia. The sun might be shining on the beautiful beaches along the Baltic Sea in this small European Union state, but the temperature of the economy is plunging below zero.
)
The global financial crisis has hit Latvia hard. Gross domestic product has fallen by 18% percent on an annual basis. As a response to the crisis, public- sector wages have already been lowered by 20% or more. Many schools and hospitals will be shut. The consequences are also political: Latvia's elections to the European parliament on 6 June 2009 showed increased support for the opposition.
The prime minister Valdis Dombrovskis on 9 June secured proposals for even tougher spending cuts amounting to 500 million lats ($9.92 million). This follows demands from international lenders, including the International Monetary Fund (IMF) and the European Union, for state budget cuts to be reduced by an additional 10%.
Andres Borg, the Swedish finance minister, welcomed the news and - while attending a meeting of European finance ministers in Luxembourg - made clear what he expected of his Latvian colleagues: "We are pleased with a more responsible fiscal policy from Riga...now we need equally strong credibility. (The Latvian government) must do exactly what they say and the effects must be exactly what they say."
NOW this is my post from 2007 You can check?
Is Latvia making the Argentinean mistake? Are there any similarities?
It was a few years ago when corporate TV stations showed a terrible situation in Argentina – a country of a stormy past, but in a pretty good shape since the introduction of global economy. Crowds of people protesting in the streets, soldiers shooting at them. Smoke, squibs, fire and unemployment surpassing 22 per cent. In 2001 Argentina was on the bottom of an abyss, from which – according to Western economists – there was no escape.
Globalists, industrialists and bankers were massively leaving the country taking away with them whatever still could be taken. The media were ordered to forget about that country and its sheer existence. In December 2001 Argentina fund herself in an economical hole into which it was pushed by its elites and globalism. The banks stopped paying out the money. Nobody was able to control the economy of the country. President Carlos Menem, previously in power, an industrialist chosen for the post in 1989, had promised Argentineans beautiful women and Ferrari cars. But through the back door he would sell out the country’s assets to foreign hands for ridiculously low prices. He borrowed large sums of money from the World Bank and International Monetary Fund. The citizens of Argentina, which thanks to the borrowed money was prospering like never before, cheered for their President and declared him a genius of the free market. The idyll ended when they had to start paying back the borrowed money. In 2001 the gross domestic product went down as much as 11 per cent. However, the country did not receive any additional funds or any concrete pieces of advice from the IMF. The history of Argentina is full of unsuccessful uprisings, sudden upheavals, protests and wars. It is also full of poverty of masses and unimaginable richness of a small group of the chosen ones. It is full of corruption, horrible torture and fascist prisons. But by the end of 1990s the whole world was left speechless. What was going on the streets of Argentina was a warning and a prophecy for the enthusiasts of global economy. In private the journalists were wondering how it was possible to ruin a whole country in such a short time. How was it possible that no one noticed that and no one counter-reacted? Such questions were circulating in the Internet and in private conversations. But newspapers and TV bulletins were chasing for sensation and blubbering about fiscal irresponsibility on a large scale.
Average Argentineans and the new president, De la Rua, were soon to be blamed for everything. Argentina was alive and kicking, but corporate media did not want to let the public know about it. In 1999, when De la Rua was chosen President and the country had already been in recession for 3 years, conniving CNN would announce that Menem had not been re-elected because he could not enter for election for the third time, according to the constitution. However, he said that he would enter the election in 2003. Menem belonged to Peronists party, the biggest political power in Argentina. He was closely linked with the USA, globalism and free market.
The new President of Argentina had almost no move. Peronists were still in power and they attacked him from the very beginning. De la Rua asked his countrymen in his speeches: ‘Please, understand how important is unity. I want to be the President of all Argentineans.’ When economic crash came, International Monetary Fund was the first to wash their hands. Its experts claimed that Argentina spent too much Money although the country’s budget was much smaller than the budget of the USA during the Great Depression. When the economists ridiculed such an explanation, the lawyers of IMF began their attack. They claimed that Argentina had had such rights to distribute the loans to which the Fund had to adjust and which made normal economical functioning impossible. It means that the Fund wants us to believe that poor Argentina dictated them the conditions. All that show was supervised by the elites of the USA. For the last 55 years, during the whole existence of the International Monetary Fund, the voice of the United States has been decisive. Other rich member countries could easily oppose the USA in voting and win, but by some strange coincidence they never did. When we take a closer look at IMF we will find out that in fact it is only a group of lenders ruled by the American Treasury. We should not be surprised then that the American government (and the obedient American and Western media after them) unanimously stated that Argentina must be submissive to the rules imposed on her by the IMF.
Economical analysis Today we know already why Argentina’s economy collapsed, although the media do not want to say it. I am begging here for a special attention of the readers in Poland. In 1991 Menem based the country’s economy on a ‘higher’ currency which was the American dollar. A stable exchange rate of 1:1 between the dollar and the Argentinean peso was introduced. Menem hoped that the dollar would soon become the circulating currency in Argentina. It was quite a good idea at first, but soon it turned out that the value of the dollar was overrated. Automatically the value of the Argentinean peso was also overvalued. Let us pay attention how the euro is functioning in Poland. At the moment when investors figured out that the value of the peso is overrated they started fearing that it would fall. That is why they began demanding higher and higher interest rates on everything. Also on private and government loans. It caused a huge debt.
The interest rate was raised to 40 per cent. To keep up the parity on the American currency, the Argentinian government had to have adequate amount of American dollars in the banks. The more the crisis developed the more American dollars the government had to buy for a significantly overrated price. More and more people demanded transactions in cash. This process pushed Argentina into a debt of 140 billion of dollars. In December 2001 the Argentinian government announced to the world that they are not able to pay anything.
Argentina became the pariah of nations. To keep up the overrated value of the peso, International Monetary Fund gave Argentina huge loans. Only in one year to the country’s Treasury were sent 40 billion dollars as a package organised by many lending institutions. Only one basic requirement that was to guarantee that these loans would be paid off was to maintain zero budget deficit. Which meant that Argentina had to oscillate on 100 per cent of the budget. It is impossible during a recession to keep 100% of a budget, besides it takes some painful operations like serious cuts in the budget, which in turn cause high level of unemployment eventually leading to street fighting on a big scale. How did that process look like from the point of view of an average, hard-working Argentinian? At the beginning of the 1990s Argentinians were encouraged to buy almost everything.
Companies were privatized and incorporated into conglomerates.
People were encouraged to build houses by giving them low-mortgage loans. People were asked to set up their own companies and those who were laid off were given compensation packages. Luxury cars were shown to the middle class and sold for very low down-payments for high-percentage loans and long-term payments. The media shouted out that the situation is so good, that everybody would be able to afford to pay off the loans on cars or houses. ‘You can have everything now – you will pay off later!’. The Argentinians – like Poles today – enjoyed the prosperity not knowing that a trap had been set up for them. After 40 years of poverty and wars they could at last have in their gardens or garages what so far they had seen in American films. With the Western capital came the people whose task was to watch its flow.
They taught Argentinians what the free market and global economy is about. Soon they had such huge influence on Argentina’s administrating structure that the country, practically speaking, lost its independence. In the situation when the American dollar was bought with the peso at the rate of 1:1, everything that was produced in Argentina (as well as services) was too expensive to be exported. The whole country – just like Poland and other countries – was literally choked to death. Import of goods was much cheaper than their production. In that way almost 10% of gross domestic product was destroyed. Mass privatizations at the beginning of the 1990s of almost all national assets for a fraction of its market value had already caused unemployment on a big scale. Mainly electricity, municipal and telecommunication companies were privatized. Globalists know very well how to do it. You start privatizing from the chosen key sectors. After that, other co-operating sectors become incompatible. Then there is no way out but to privatize all other sectors in the structure upwards. When the spiral of privatization went up, the spiral of dismissions from work went down. At the bottom there was a bigger and bigger number of unemployed people ending up with no means of living. On the scale of the country, the spiral movement up was balanced by the movement down. Finally more and more people stopped doing their shopping and the money stopped circulating. So did the taxes. Poor Argentinians did not pay taxes because they had nothing – instead, they started buying rifles. When the money stopped circulating, now privatised companies laid off more and more people to keep up the economy of their firms. Those three inter-related crisises (taxes, unemployment, overrated value of the currency) get the Argentinian government to beg IMF for help or advice. International Monetary Fund, after long negotiations, made their decision. ‘Argentina is too much in debt. We can’t help. Let us leave that country in the state of free falling into an abyss.’
Also, during many military councils the decision was made how to cut off Argentina from the outside world if the expected rebellion of armed Argentinians was to spread across the borders. This decision by IMF get the Argentinians (who foresaw the fall of the value of the peso) to rush to the banks to pay out their savings. The banks were closed, the salaries in many sectors of the country’s economy were held up. In desperation, the President declared that Argentina stopped paying off her debts. The press foretold that in the country there would be hair-raising scenes and after that they lost their interest in the matter.
The Argentinian miracle It seemed that there was no retreat for Argentina. The rats began to leave the sinking ship. President Menem left for Chile. The businessmen and their international advisors were leaving for their countries. Even small investors, whose parents had come to Argentina in search for a better life, frantically tried to get entry visas to their mother countries. Whole factories with full machinery equipment were left behind – it was not profitable to produce there anything any more. The workers were laid off with nothing. Beautiful residences with swimming-pools were left abandoned, as well as whole office blocks lined out with marble. Those who had led to that crisis were moving like locust on other fields which could still be eaten up. ’Time’ magazine was wondering: ‘What can President De la Rua do now? This is a million-dollar question. Whether alone or in a coalition, he immediately needs a plan to ease the crisis. He has to help his countrymen to fill their stomachs and, maybe, to revive economical growth. The problem is that – to ease the results of the crisis concerning poor people – the government has to spend millions of dollars on food and basic needs. And this will cause a further escalation of the financial crisis. Something must happen…’ And it did happen!
The Argentinians trusted their President who broke the negotiations with international financiers. The army, police and ordinary people lined up in support. They claimed that Argentina belonged to Argentinians, not to international financial mafia. The Argentinian government, left alone, made a decision which get the White House and international bankers furious. Against their recommendation, the exchange rate of the peso was freed. Minister of Economy, Roberto Lavagna, stated: ‘Having competitive prices of currency exchange will help our export and enable fulfillment of the country’s needs.’ They also decided to end the free market policy to which the country’s economy was a prisoner.
An economical co-operation with Brazil and China was established. Some capital started to flow to the country. The central bank began to buy the dollar again, but only as much as necessary to keep up the economic growth. When Argentina announced that after 3 years from the moment of separation from degenerated ideas of globalists she was able to pay 30 cents for every dollar of her debt and keep up her unprecedented economical growth, at first nobody believed her. Then the media were strictly forbidden to inform about it. We should not be surprised as it is a palpable proof how quickly an economy of a given country and life of its citizens can improve when they forget about globalist absurdities. In December 2004 the British ‘Guardian’ wrote: Three years ago, in December, Argentina was in crisis. The economy was rolling down uncontrolled into an abyss, banks closed their door to the investors, company presidents changed every week. Today the common opinion among the economists in Buenos Aires are that the country has left the worst behind. Yes, Argentina is still fighting with a complicated process of reconstruction of her debt, but the economy has undergone incredible changes.’
Like Phoenix, the economy has risen from the ashes. After an 11-per-cent fall in 2002, in 2003 the domestic product rose almost 9% and it will rise another 8% this year*. The government carefully announces that GDP will rise 4% in 2005, but most experts in economy believe that in fact the growth will be 5%. The assumptions of ‘free market’ were bad for jobs and employment. In 2002 the unemployment reached its peak with 22%. Now it is 12%. Whether you are faithful believers or not, some commentators say about the rise of Argentina as of a miracle which Rodrigo Rato, the director of IMF, could not cause. The hand of God turned out to be more powerful than the hand of International Monetary Fund. Now nobody is cheating any more. Another thing which is hidden by the media was the fact of absolute unification of the working class with the management class. When the factory owners closed their firms and fled to other countries, their workers and directors occupied nearby cafes and park benches. When they were sitting idly on the streets, they were discussing how to improve their life and situation of their country, doomed to fail. The employees of such abandoned factories as Zanon looked at the gates melancholically. They spent most of their lives in those factories. Finally they made up their minds. They entered the grounds of their empty and devastated factories, started the machines and began production out of the materials which were still in the warehouses. The authorities and the army looked at that almost communist-like behaviour of the people in a friendly manner. Soon department managers, office clerks and economic directors joined the turners, polishers and warehouse men. In the record-breaking time sales and export were initiated.
There were no fixed hours of work. The decisions concerning their factories were taken by the people during short production meetings. It turned out that the production is profitable and needed. What had not been profitable for globalists started to be such for common people without the help from banks and financial cartels. Soon production and sales reached their record levels in some factories. The people shared the profit with one another. They had never earned such sums of money before. So, they started to spend them. Thus building industry and other branches of industry got moving. All that happened so quickly that America did not even have enough time to declare Argentina a communist country.
The Movement of Unemployed Workers (MTD) was established. Soon this organisation had the power to influence politics. And that was yet another mystery of the Argentinian miracle. The rats come back The situation of Argentina began to improve. Globalists and factory owners began to come back and demand a return of their factories taken over by the people. Those who had left the country on the verge of a civil war 3 years before, now have some claims quoting international laws. Does that remind the Poles of something? MTD, which was created almost literally on the streets, is strong. The organization is threatening with mass demonstrations. The ceramics factory, Zanon, the first one to be taken over by its workers and revived to the state of a profitable works, has become a symbol of the new and better, like Gdansk Shipyard used to be for Poles. MTD is considered by CIA and other similar organizations as a group which managed to create the most modern strategies and solutions how to unite and defend people from capitalism. The returning rats from international financial circles are fighting back. Because Argentina constitutes a serious threat to the whole global economy, we should assume that if the USA wasn’t involved in Iraq now, the American soldiers would be defending their oil under the Argentinian grass in the name of democracy, or would be defending the freedom of their country there. Kirchner, new President of Argentina, demands the extradition of the ex-president Carlos Menem, who is in Chile. Menem is wanted by the Argentinian authorities for corruption and bringing the country to ruin. He planned to enter for the presidential election in 2007 and used to promise the factory owners to return their property. Of course, that is why he enjoys the support from international financiers and can afford to laugh at the orders and decisions of Argentinian courts of law. In January 2005 international bankers agreed to the proposal from the Argentinian government to be paid 25 cents for every dollar of the debt. An unseen thing happened – Argentina declared a war to IMF and several other globalist organizations and won. Argentina, protected by her own army, not only blackmailed the globalists, but also refused any negotiations with 700,000 holders of the state bonds. Argentina has an open way to be accepted back to the community of international societies from which she had been thrown away before. And she did it on her own conditions, as a full member, making decisions on her own. Many bankers and international investors accuse Argentina of totalitarism and cheating investors and lenders. It caused quarrels among big financiers, Italian and American among others, who claim that if it was not for 9/11, they would be talking to Argentinians in a different manner. Three months later IMF again began demanding a full payment of the debts. But Argentina was already strong enough being in economic co-operation with Brazil and China to show the bankers from Wall Street ‘the middle finger of her right hand’. Argentina started to prove to the world that about half of the creditors had already made a considerable profit on the Argentinian debts and that it was not fair that they should demand any more.
This opinion was exposed by Chinese and Indian media. By the way, Argentina showed in black and white how some people tried to bring the country to bankruptcy and what it meant in practice. The British ‘Guardian’ writes: ‘Three things worked for the benefit of Argentina. First, Kirchner’s card was strong thanks to the strong economy. Secondly, the truth about IMF was being revealed, that is why they wanted a quick settlement. Thirdly, Wall Street left Argentina just before the crisis and the negotiations were led by European banks. So the American Treasury was not pressed to play hard with Argentina. Also, they did not want Kirchner to make friends with a strong populist, President of Brazil, Lula. Now many indebted countries may follow Argentina’s footsteps – and show the globalists their behind. Including Poland. And that is what the financial circles fear most. A precedence was created. A relatively non-significant country, held up against the wall, defied the wide-spread slogans of democracy, law and free market. And she won – at least so far. There has emerged a big chance for other countries. Now, when the American army is involved in Iraq, they can get rid of the yoke. You only need to want it and go for it. Just like the citizens of Argentina did, regardless of their social function, possessions and education.
Alex Lech Bajan RAQport Washington DC mailto:office@raqport.com
Is Latvia making the Argentinean mistake? Are there any similarities?
By Lech Alex Bajan Washington DC
Workers Self-Management in Argentina
The Shock Doctrine: The Rise of Disaster Capitalism
7/5/09 Gerald Celente on Fox News: Obamageddon is coming
Cold winds are blowing through Latvia. The sun might be shining on the beautiful beaches along the Baltic Sea in this small European Union state, but the temperature of the economy is plunging below zero.
)
The global financial crisis has hit Latvia hard. Gross domestic product has fallen by 18% percent on an annual basis. As a response to the crisis, public- sector wages have already been lowered by 20% or more. Many schools and hospitals will be shut. The consequences are also political: Latvia's elections to the European parliament on 6 June 2009 showed increased support for the opposition.
The prime minister Valdis Dombrovskis on 9 June secured proposals for even tougher spending cuts amounting to 500 million lats ($9.92 million). This follows demands from international lenders, including the International Monetary Fund (IMF) and the European Union, for state budget cuts to be reduced by an additional 10%.
Andres Borg, the Swedish finance minister, welcomed the news and - while attending a meeting of European finance ministers in Luxembourg - made clear what he expected of his Latvian colleagues: "We are pleased with a more responsible fiscal policy from Riga...now we need equally strong credibility. (The Latvian government) must do exactly what they say and the effects must be exactly what they say."
NOW this is my post from 2007 You can check?
Is Latvia making the Argentinean mistake? Are there any similarities?
It was a few years ago when corporate TV stations showed a terrible situation in Argentina – a country of a stormy past, but in a pretty good shape since the introduction of global economy. Crowds of people protesting in the streets, soldiers shooting at them. Smoke, squibs, fire and unemployment surpassing 22 per cent. In 2001 Argentina was on the bottom of an abyss, from which – according to Western economists – there was no escape.
Globalists, industrialists and bankers were massively leaving the country taking away with them whatever still could be taken. The media were ordered to forget about that country and its sheer existence. In December 2001 Argentina fund herself in an economical hole into which it was pushed by its elites and globalism. The banks stopped paying out the money. Nobody was able to control the economy of the country. President Carlos Menem, previously in power, an industrialist chosen for the post in 1989, had promised Argentineans beautiful women and Ferrari cars. But through the back door he would sell out the country’s assets to foreign hands for ridiculously low prices. He borrowed large sums of money from the World Bank and International Monetary Fund. The citizens of Argentina, which thanks to the borrowed money was prospering like never before, cheered for their President and declared him a genius of the free market. The idyll ended when they had to start paying back the borrowed money. In 2001 the gross domestic product went down as much as 11 per cent. However, the country did not receive any additional funds or any concrete pieces of advice from the IMF. The history of Argentina is full of unsuccessful uprisings, sudden upheavals, protests and wars. It is also full of poverty of masses and unimaginable richness of a small group of the chosen ones. It is full of corruption, horrible torture and fascist prisons. But by the end of 1990s the whole world was left speechless. What was going on the streets of Argentina was a warning and a prophecy for the enthusiasts of global economy. In private the journalists were wondering how it was possible to ruin a whole country in such a short time. How was it possible that no one noticed that and no one counter-reacted? Such questions were circulating in the Internet and in private conversations. But newspapers and TV bulletins were chasing for sensation and blubbering about fiscal irresponsibility on a large scale.
Average Argentineans and the new president, De la Rua, were soon to be blamed for everything. Argentina was alive and kicking, but corporate media did not want to let the public know about it. In 1999, when De la Rua was chosen President and the country had already been in recession for 3 years, conniving CNN would announce that Menem had not been re-elected because he could not enter for election for the third time, according to the constitution. However, he said that he would enter the election in 2003. Menem belonged to Peronists party, the biggest political power in Argentina. He was closely linked with the USA, globalism and free market.
The new President of Argentina had almost no move. Peronists were still in power and they attacked him from the very beginning. De la Rua asked his countrymen in his speeches: ‘Please, understand how important is unity. I want to be the President of all Argentineans.’ When economic crash came, International Monetary Fund was the first to wash their hands. Its experts claimed that Argentina spent too much Money although the country’s budget was much smaller than the budget of the USA during the Great Depression. When the economists ridiculed such an explanation, the lawyers of IMF began their attack. They claimed that Argentina had had such rights to distribute the loans to which the Fund had to adjust and which made normal economical functioning impossible. It means that the Fund wants us to believe that poor Argentina dictated them the conditions. All that show was supervised by the elites of the USA. For the last 55 years, during the whole existence of the International Monetary Fund, the voice of the United States has been decisive. Other rich member countries could easily oppose the USA in voting and win, but by some strange coincidence they never did. When we take a closer look at IMF we will find out that in fact it is only a group of lenders ruled by the American Treasury. We should not be surprised then that the American government (and the obedient American and Western media after them) unanimously stated that Argentina must be submissive to the rules imposed on her by the IMF.
Economical analysis Today we know already why Argentina’s economy collapsed, although the media do not want to say it. I am begging here for a special attention of the readers in Poland. In 1991 Menem based the country’s economy on a ‘higher’ currency which was the American dollar. A stable exchange rate of 1:1 between the dollar and the Argentinean peso was introduced. Menem hoped that the dollar would soon become the circulating currency in Argentina. It was quite a good idea at first, but soon it turned out that the value of the dollar was overrated. Automatically the value of the Argentinean peso was also overvalued. Let us pay attention how the euro is functioning in Poland. At the moment when investors figured out that the value of the peso is overrated they started fearing that it would fall. That is why they began demanding higher and higher interest rates on everything. Also on private and government loans. It caused a huge debt.
The interest rate was raised to 40 per cent. To keep up the parity on the American currency, the Argentinian government had to have adequate amount of American dollars in the banks. The more the crisis developed the more American dollars the government had to buy for a significantly overrated price. More and more people demanded transactions in cash. This process pushed Argentina into a debt of 140 billion of dollars. In December 2001 the Argentinian government announced to the world that they are not able to pay anything.
Argentina became the pariah of nations. To keep up the overrated value of the peso, International Monetary Fund gave Argentina huge loans. Only in one year to the country’s Treasury were sent 40 billion dollars as a package organised by many lending institutions. Only one basic requirement that was to guarantee that these loans would be paid off was to maintain zero budget deficit. Which meant that Argentina had to oscillate on 100 per cent of the budget. It is impossible during a recession to keep 100% of a budget, besides it takes some painful operations like serious cuts in the budget, which in turn cause high level of unemployment eventually leading to street fighting on a big scale. How did that process look like from the point of view of an average, hard-working Argentinian? At the beginning of the 1990s Argentinians were encouraged to buy almost everything.
Companies were privatized and incorporated into conglomerates.
People were encouraged to build houses by giving them low-mortgage loans. People were asked to set up their own companies and those who were laid off were given compensation packages. Luxury cars were shown to the middle class and sold for very low down-payments for high-percentage loans and long-term payments. The media shouted out that the situation is so good, that everybody would be able to afford to pay off the loans on cars or houses. ‘You can have everything now – you will pay off later!’. The Argentinians – like Poles today – enjoyed the prosperity not knowing that a trap had been set up for them. After 40 years of poverty and wars they could at last have in their gardens or garages what so far they had seen in American films. With the Western capital came the people whose task was to watch its flow.
They taught Argentinians what the free market and global economy is about. Soon they had such huge influence on Argentina’s administrating structure that the country, practically speaking, lost its independence. In the situation when the American dollar was bought with the peso at the rate of 1:1, everything that was produced in Argentina (as well as services) was too expensive to be exported. The whole country – just like Poland and other countries – was literally choked to death. Import of goods was much cheaper than their production. In that way almost 10% of gross domestic product was destroyed. Mass privatizations at the beginning of the 1990s of almost all national assets for a fraction of its market value had already caused unemployment on a big scale. Mainly electricity, municipal and telecommunication companies were privatized. Globalists know very well how to do it. You start privatizing from the chosen key sectors. After that, other co-operating sectors become incompatible. Then there is no way out but to privatize all other sectors in the structure upwards. When the spiral of privatization went up, the spiral of dismissions from work went down. At the bottom there was a bigger and bigger number of unemployed people ending up with no means of living. On the scale of the country, the spiral movement up was balanced by the movement down. Finally more and more people stopped doing their shopping and the money stopped circulating. So did the taxes. Poor Argentinians did not pay taxes because they had nothing – instead, they started buying rifles. When the money stopped circulating, now privatised companies laid off more and more people to keep up the economy of their firms. Those three inter-related crisises (taxes, unemployment, overrated value of the currency) get the Argentinian government to beg IMF for help or advice. International Monetary Fund, after long negotiations, made their decision. ‘Argentina is too much in debt. We can’t help. Let us leave that country in the state of free falling into an abyss.’
Also, during many military councils the decision was made how to cut off Argentina from the outside world if the expected rebellion of armed Argentinians was to spread across the borders. This decision by IMF get the Argentinians (who foresaw the fall of the value of the peso) to rush to the banks to pay out their savings. The banks were closed, the salaries in many sectors of the country’s economy were held up. In desperation, the President declared that Argentina stopped paying off her debts. The press foretold that in the country there would be hair-raising scenes and after that they lost their interest in the matter.
The Argentinian miracle It seemed that there was no retreat for Argentina. The rats began to leave the sinking ship. President Menem left for Chile. The businessmen and their international advisors were leaving for their countries. Even small investors, whose parents had come to Argentina in search for a better life, frantically tried to get entry visas to their mother countries. Whole factories with full machinery equipment were left behind – it was not profitable to produce there anything any more. The workers were laid off with nothing. Beautiful residences with swimming-pools were left abandoned, as well as whole office blocks lined out with marble. Those who had led to that crisis were moving like locust on other fields which could still be eaten up. ’Time’ magazine was wondering: ‘What can President De la Rua do now? This is a million-dollar question. Whether alone or in a coalition, he immediately needs a plan to ease the crisis. He has to help his countrymen to fill their stomachs and, maybe, to revive economical growth. The problem is that – to ease the results of the crisis concerning poor people – the government has to spend millions of dollars on food and basic needs. And this will cause a further escalation of the financial crisis. Something must happen…’ And it did happen!
The Argentinians trusted their President who broke the negotiations with international financiers. The army, police and ordinary people lined up in support. They claimed that Argentina belonged to Argentinians, not to international financial mafia. The Argentinian government, left alone, made a decision which get the White House and international bankers furious. Against their recommendation, the exchange rate of the peso was freed. Minister of Economy, Roberto Lavagna, stated: ‘Having competitive prices of currency exchange will help our export and enable fulfillment of the country’s needs.’ They also decided to end the free market policy to which the country’s economy was a prisoner.
An economical co-operation with Brazil and China was established. Some capital started to flow to the country. The central bank began to buy the dollar again, but only as much as necessary to keep up the economic growth. When Argentina announced that after 3 years from the moment of separation from degenerated ideas of globalists she was able to pay 30 cents for every dollar of her debt and keep up her unprecedented economical growth, at first nobody believed her. Then the media were strictly forbidden to inform about it. We should not be surprised as it is a palpable proof how quickly an economy of a given country and life of its citizens can improve when they forget about globalist absurdities. In December 2004 the British ‘Guardian’ wrote: Three years ago, in December, Argentina was in crisis. The economy was rolling down uncontrolled into an abyss, banks closed their door to the investors, company presidents changed every week. Today the common opinion among the economists in Buenos Aires are that the country has left the worst behind. Yes, Argentina is still fighting with a complicated process of reconstruction of her debt, but the economy has undergone incredible changes.’
Like Phoenix, the economy has risen from the ashes. After an 11-per-cent fall in 2002, in 2003 the domestic product rose almost 9% and it will rise another 8% this year*. The government carefully announces that GDP will rise 4% in 2005, but most experts in economy believe that in fact the growth will be 5%. The assumptions of ‘free market’ were bad for jobs and employment. In 2002 the unemployment reached its peak with 22%. Now it is 12%. Whether you are faithful believers or not, some commentators say about the rise of Argentina as of a miracle which Rodrigo Rato, the director of IMF, could not cause. The hand of God turned out to be more powerful than the hand of International Monetary Fund. Now nobody is cheating any more. Another thing which is hidden by the media was the fact of absolute unification of the working class with the management class. When the factory owners closed their firms and fled to other countries, their workers and directors occupied nearby cafes and park benches. When they were sitting idly on the streets, they were discussing how to improve their life and situation of their country, doomed to fail. The employees of such abandoned factories as Zanon looked at the gates melancholically. They spent most of their lives in those factories. Finally they made up their minds. They entered the grounds of their empty and devastated factories, started the machines and began production out of the materials which were still in the warehouses. The authorities and the army looked at that almost communist-like behaviour of the people in a friendly manner. Soon department managers, office clerks and economic directors joined the turners, polishers and warehouse men. In the record-breaking time sales and export were initiated.
There were no fixed hours of work. The decisions concerning their factories were taken by the people during short production meetings. It turned out that the production is profitable and needed. What had not been profitable for globalists started to be such for common people without the help from banks and financial cartels. Soon production and sales reached their record levels in some factories. The people shared the profit with one another. They had never earned such sums of money before. So, they started to spend them. Thus building industry and other branches of industry got moving. All that happened so quickly that America did not even have enough time to declare Argentina a communist country.
The Movement of Unemployed Workers (MTD) was established. Soon this organisation had the power to influence politics. And that was yet another mystery of the Argentinian miracle. The rats come back The situation of Argentina began to improve. Globalists and factory owners began to come back and demand a return of their factories taken over by the people. Those who had left the country on the verge of a civil war 3 years before, now have some claims quoting international laws. Does that remind the Poles of something? MTD, which was created almost literally on the streets, is strong. The organization is threatening with mass demonstrations. The ceramics factory, Zanon, the first one to be taken over by its workers and revived to the state of a profitable works, has become a symbol of the new and better, like Gdansk Shipyard used to be for Poles. MTD is considered by CIA and other similar organizations as a group which managed to create the most modern strategies and solutions how to unite and defend people from capitalism. The returning rats from international financial circles are fighting back. Because Argentina constitutes a serious threat to the whole global economy, we should assume that if the USA wasn’t involved in Iraq now, the American soldiers would be defending their oil under the Argentinian grass in the name of democracy, or would be defending the freedom of their country there. Kirchner, new President of Argentina, demands the extradition of the ex-president Carlos Menem, who is in Chile. Menem is wanted by the Argentinian authorities for corruption and bringing the country to ruin. He planned to enter for the presidential election in 2007 and used to promise the factory owners to return their property. Of course, that is why he enjoys the support from international financiers and can afford to laugh at the orders and decisions of Argentinian courts of law. In January 2005 international bankers agreed to the proposal from the Argentinian government to be paid 25 cents for every dollar of the debt. An unseen thing happened – Argentina declared a war to IMF and several other globalist organizations and won. Argentina, protected by her own army, not only blackmailed the globalists, but also refused any negotiations with 700,000 holders of the state bonds. Argentina has an open way to be accepted back to the community of international societies from which she had been thrown away before. And she did it on her own conditions, as a full member, making decisions on her own. Many bankers and international investors accuse Argentina of totalitarism and cheating investors and lenders. It caused quarrels among big financiers, Italian and American among others, who claim that if it was not for 9/11, they would be talking to Argentinians in a different manner. Three months later IMF again began demanding a full payment of the debts. But Argentina was already strong enough being in economic co-operation with Brazil and China to show the bankers from Wall Street ‘the middle finger of her right hand’. Argentina started to prove to the world that about half of the creditors had already made a considerable profit on the Argentinian debts and that it was not fair that they should demand any more.
This opinion was exposed by Chinese and Indian media. By the way, Argentina showed in black and white how some people tried to bring the country to bankruptcy and what it meant in practice. The British ‘Guardian’ writes: ‘Three things worked for the benefit of Argentina. First, Kirchner’s card was strong thanks to the strong economy. Secondly, the truth about IMF was being revealed, that is why they wanted a quick settlement. Thirdly, Wall Street left Argentina just before the crisis and the negotiations were led by European banks. So the American Treasury was not pressed to play hard with Argentina. Also, they did not want Kirchner to make friends with a strong populist, President of Brazil, Lula. Now many indebted countries may follow Argentina’s footsteps – and show the globalists their behind. Including Poland. And that is what the financial circles fear most. A precedence was created. A relatively non-significant country, held up against the wall, defied the wide-spread slogans of democracy, law and free market. And she won – at least so far. There has emerged a big chance for other countries. Now, when the American army is involved in Iraq, they can get rid of the yoke. You only need to want it and go for it. Just like the citizens of Argentina did, regardless of their social function, possessions and education.
Alex Lech Bajan RAQport Washington DC mailto:office@raqport.com
Subscribe to:
Posts (Atom)